Takie akurat na Babci nogę, żeby do sklepu skracały drogę. Dziecko : Ja zaś stoliczek bajkowy mam, który się zawsze nakrywa sam. Na tym stoliczku na zawołanie zjawia się obiad albo śniadanie. Dziecko : A tu jest Babciu książka z bajkami, Możesz ją wnukom czytać czasami. Dziecko : Babciu, Dziadku chodźcie z nami.
Są takie dni, gdy wszystko leci z rąk… Gdy nic się nie układa… Gdy przestajesz wierzyć w sens istnienia… Gdy nie chce ci się
Czy nie zwróciłeś uwagi kiedyś, iż mimo iż nasi dziadkowie jedli smalec, chleb ogórki i to co znaleźli na półce sklepowej, co jak wiemy nie wiele było w czasach PRL-u to jednak dłużej żyli, jakby mniej chorowali. Jakby temat nowotworów nie był tak popularny a coś takiego jak alergia w ogóle nie istniało. Co się zatem stało z tą nasza żywnością w Polsce, ze mimo, iż wszystko jest to wszyscy krzyczą piszą i alarmują, iż nasze strawy są coraz bardziej niezdrowe (mimo, że coraz bardziej smaczne). Owe różnice miedzy czasami PRL-u a całkiem młodymi przecież bo raptem 15 lat Uni Europejskiej sprawiło kolosalną różnicę w jakości pożywienia. Olbrzymie lobby przemysły żywieniowego sprawia, że nie liczy się już jakość żywności ale ilość, nie liczy się już zdrowie klienta ale dochody korporacyjne. Nie liczy się ilość składników w kurczaku ale waga kurczaka itd. To wszystko tak się przecież zazębia. Tak wiele powstaje zatem nowych aptek, magików żywieniowych, i sklepów ze zdrową żywością. Co zatem jemy? Bądź świadom. Poniżej kilka najważniejszych informacji. A zatem po pierwsze wcinasz MOM czyli tańsza wersja mięsa oddzielanego od kości zwierząt czyli tańsze kiełbasy, parówki o których tak lubimy ponarzekać, że jakie to świństwo, a i tak lider sprzedaży. Wszelkiego rodzaju konserwy gdzie to niekoniecznie dopatrzymy się co tam w środku jest przecież. Krótko mówiąc wielu tak mówi i nie boje się i ja tego powiedzieć to najgorsza jakość mięsa, którą w dawnych czasach szlachta dawałaby swoim psom. Zresztą tak samo jest chipsami dziś. Kiedyś karmiono tym świnie, a dziś jak to się młodzież zachwyca jakie to smaki wymyślała przeczadowe. Mięso MOM to zmielone chrząstki, kości, ścięgna. Pazerne korporacje sprawiły ,że nawet w produktach dla dzieci i niemowląt dodawane jest MOM. Najbardziej popularnym mięsem do jedzenia jest kurczak. Przyjrzyj się dzisiejszym dzieciakom i młodzieży. Czasami 14 letni chłopiec ma posturę 18 latka. Nie dziwi Cię to? Tyle, że często narządy wewnętrze jeszcze zostały na poziome 14 latka i musi biedaczyna dostawać zwolnienia z W-Fu bo nie jest wstanie przebiec 100 metrów bo cerce nie daje rady przetoczyć tyle krwi. Kury tak samo jak świnie w wielkich gospodarstwach tuczone są dzisiaj sterydami i sztucznymi paszami. Przez kilkanaście ostatnich lat waga kurczaków i świń wzrosła kilkukrotnie w takich hodowlach. Zobacz jak to się przenosi na dorastające dzieci. Ryby. Nie dość, że są drogie to jeszcze nasza świadomość które jeść jest znikoma. Te najbardziej dostępne są najbardziej niezdrowe, a konserwy rybne to już w ogóle bezwartościowa papka z białkiem ale i z otoczką takiej gamy chemii, że nie łódź się. Jedząc rybę z konserwy robisz sobie więcej złego niż dobrego. Najgorsze ryby są te z hodowli jak łosoś norweski, pstrąg. One są tuczone tak samo jak świnie. Czy wiesz, że pstrąg musi rosnąć 1,5 roku na wolności aby osiągnął wielkość dorosłego osobnika? A wiesz, że w stawach hodowlanych osiągają taką wielkość po 3 miesiącach. Ryby są tak faszerowane sterydami, antybiotykami i paszą przemysłową, że woła to o pomstę do nieba, ale my to jemy! Warzywa Marketing, reklamy sprawiły, że brzydkie warzywa i owoce się nie sprzedają. Musza być ładne, okrągłe, wybarwione takie wiesz mucha nie siada. A banan musi być najlepiej prosty. Jednak aby tak wyglądały muszą byś hodowane na sztucznych nawozach i do tego opryskiwane pestycydami aby robaki się tam nie lęgły, a potem Ty to jesz. Masakra jakaś. Zdrowe produkty z obniżoną kalorycznością czyli tzw. lightJ Aby to osiągnąć z takiego produktu usuwa się nadmiar tłuszczu i nikt nie wnika, że wraz z tym usuwa się całą gamę drogocennych składników niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu np. witaminy z grupy A czy D. Głównym składnikiem dosładzającym produkty w dzisiejszych czasach to czysty chemicznie aspartam tyle, że gdy poddawany jest obróbce cieplnej traci swoje właściwości, a zamienia się czystą toksynę. No przecież nie napiszą Ci tego na opakowaniu. Można by jeszcze wiele o tym pisać, może skusze się w kolejnych artykułach. Jednak dziś trzeba gruntownie przemyśleć nasza dietę, sposób jedzenia i to co kupujemy w sklepach. Nie chce Ci się, ok, ale nie dziw się, że po wizycie od lekarza dowiesz się któregoś dnia, że masz nowotwór. Wybór należy do nas. Warto może przemyśleć także post od czasu do czasu do którego przecież sam Jezus przyuczał, a wtóruje mu i dziś Matka Boże w Medjugorie. Okazuje się, że to nie tylko może wyjść nam na dobre dla ducha ale i dla Ciała. Bądź świadom, otwórz oczy! Opracowanie: Rudi Stankiewicz Trener Instruktorów Pierwszej Pomocy Przedmedycznej EFR nr 610805 Technolog Żywienia Zbiorowego
Wiem obiecywałam sobie pisać częściej ale jak zwykle coś w międzyczasie wypadło. Nieważne jestem i chce Wam coś opowiedzieć. Są czasem takie dni gdy najchętniej uciekłabyś na koniec świata. W nocy budzi mnie płacz dziecka…maleństwo cierpi a ja nie jestem nic w stanie zrobić.
Scenariusz przedstawienia z okazji Dnia Babci dla dzieci starszych klas szkoły podstawowej Nawrócenie wnuczki Występują: Anioł 1, Anioł 2, Anioł 3, Anioł 4 Babcia Wnuczka Monika Wystrojona Zośka Przyjaciółka Lucyna Blokersi (adekwatnie do układu tanecznego- 2-4 osoby) Diabeł Scena I: Anioły w niebie Anioły patrzą z nieba na swoje ziemskie sektory (np. przez lupy, lornetki, bądź bez przyrządów). Przychodzi Anioł- szef (Anioł 1) Anioł 1: Witaj mój Aniele! Dużo pracy? Anioł 2: EEEeeeee, niewiele. Sektor pierwszy spokojniutki, a ten drugi tak malutki, że tam nigdy nic się nie dzieje- ani w dzień zwykły, ani w niedzielę Anioł 1: A co u Ciebie anielski strażniku? Anioł 3: No, w sektorze trzecim trochę krzyku- mały Jasiu obrażony, wykrzykuje we wszystkie strony. To na mamę, to na brata, myśli, że jest pępkiem świata! Anioł 1: Oj, niedobrze z tym co tam mamy....ale z interwencją jeszcze poczekamy.... A co słychać w czwartym sektorze? (do kolejnego anioła) Anioł 4: Nic się nie dzieje.....a nie! O Boże! Kto tam tak płacze, kto tam tak łka? Aż całą poduszkę mokrą ma! Anioł 1: Nie żartuj sobie czasami! Musimy się dowiedzieć, co kryje się za tymi łzami! (do Anioła 4): Leć Aniele! Rozpoznaj sytuację! A wtedy wymyślimy jakąś akcję! Scena II: Anioł 4 zlatuje na Ziemię, siada przy płaczącej Babci na łóżku Anioł 4: (do siebie) O rany! Cała zapłakana! Cóż też się mogło przydarzyć.... przecież to taka staruszka kochana..... Babcia płacząc, łka do poduszki, Anioł się przysłuchuje Dzieci moje do Anglii poleciały, myślały, że tam miodem będą opływały. Wnuczęta mi na głowie zostawiły- oj jaki wielki błąd zrobiły. One się wcale mnie nie słuchają, nie wiem gdzie jedzą, ani gdzie sypiają Zwłaszcza o najmłodszą się boję bardzo, toć to jeszcze dzieci, a mną tylko gardzą! Scena III: Anioł 4 wraca do nieba i zdaje pozostałym relacje Anioł 4: Już wszystko wiem! Nie uwierzycie, jakie ta staruszka ma smutne życie! Tylko posłuchajcie...... (Anioły robią koło- jakby się naradzały, Anioł 4 szepcze pozostałym do ucha- a oni wydają dźwięki niedowierzania) Anioł 1: Decyzja musi być ostrożna! Zostawić tego tak nie można! (Do Anioła 4): Poleć anielico do Babci na Ziemię, i utul ją do snu- niech choć troszkę podrzemie (Anioł 4 zlatuje do Babci, siada przy niej na łóżku i ją przytula we śnie) (Do Anioła 2): Ty natomiast poleć do tej młodszej wnuczki, a gdy zaśnie, spróbuj jej do rozsądku przemówić..... Anioł 2: Ale jak? Anioł 1: Nie wiem.....Ty już znasz różne sztuczki!! Scena IV: U śpiącej wnuczki w pokoju Anioł 2: O rany! Wygląda niewinnie, więc czemu swą babcię traktuje tak dziwnie? Ciekawe, co też siedzi w jej głowie....? Kto nam tu o tym opowie...... (myśli) Diabeł1 zakrada się od tyłu i wyskakuje z widłami: Diabeł : A ja wam opowiem! Tylko słuchajcie! I wszyscy ze mną porozrabiajcie! Anioł 2 (zaskoczony, poirytowany): O nie.... to Ty znowu stoisz za tym bałaganem, i myślisz, że jestem wszystkiego Panem?!? Diabeł : No to patrz! Ja jej tylko szepnę do ucha, i zobaczymy kogo posłucha (śpiącej wnuczce do ucha): Gdybyś tylko mogła i mi w czymś pomogła: Bądź nieznośna, wstrętna i nieuśmiechnięta Na prośby głucha, dokuczliwa jak mucha I babci nie słuchaj, śmiechem w twarz jej buchaj Anioł 2 (z drugiej strony śpiącej wnuczce do ucha): Nie słuchaj diabełka, on jest jak mgiełka. Minie za chwilę i będzie z niego tyle! Diabeł : Nie słuchaj anioła, on ma skrzydła- odleci. Nie zadowoli nigdy dzieci! Bądź sobą po prostu, obrażaj wszystkich prosto z mostu! Przyjaźń miej w du...... Anioł 2: ...... żym poważaniu! Pamiętaj o swej babci przy każdym śniadaniu. Diabeł : Nie szanuj nikogo, a zajdziesz daleko tą drogą! Anioł 2: Gdybym był na Twoim miejscu, nie słuchałabym diabła, bo gada bez sensu! (Do diabła) Oj budzi się!! Uciekajmy!! Idź już , niewiele czasu mamy! Diabeł : A pal to licho! (Do publiczności) Choć teraz zobaczymy, kto zawładnął nad myślami dziewczyny..... Scena V: Wnuczka się budzi Wnuczka (do siebie): O rety! Jaki koszmar miałam! I diabeł w nim był, i anioła widziałam.... I gadali coś do mnie, ze sobą się kłócili I zdawało mi się, że naprawdę tutaj byli Aaaaa, przejmować się nie będę Dzień kolejny zacząć trzeba Znów trochę porozrabiam I tak nie pójdę do nieba Ubiera się, wychodzi na podwórko, spotyka wystrojoną Zośkę i Lucynę: Wnuczka: O Zocha! Co Ty taka wylalana? Chcesz podrywać wszystkich chłopaków od rana? Oooo nie....kochana:) Zośka: A Ty co? Spadłaś z nieba? Nie wiesz co dziś zrobić trzeba? Wnuczka: A co niby? Co takiego? Czyżbym zapomniała wszystkiego? Zośka: Przecież dziś Dzień Babci i Dziadka mamy! Co w prezencie naszym dziadkom damy?? (Monika zaskoczona, Zośka myśli, a w tle zbliżają się już blokersi) Blokersi: Co jest dziewczyny? Pomysłów nie macie? Nie wiecie co im w prezencie dacie? My mamy wizję! Bo my zatańczymy, i wszystkie Babcie i Dziadków olśnimy! Układ taneczny Blokersów Wnuczka (do Lucyny, Zośki i chłopców): Przestańcie wszyscy! Wyrzućcie te kwiatki! Zostawcie je sobie na Dzień Matki! Chodźmy lepiej wszyscy do klubu, to nie wymaga żadnego trudu! Lucyna: Co Ty wygadujesz! Pomyśl Monika! Twoja babcia teraz pewnie płacze i wzdycha! Nie jest Ci jej szkoda, nie jest Ci wstyd dziewczyno? Czy nie wiesz, że masz swoją Babcię jedyną Wnuczka (po chwili zadumy): Rety....może wy i macie rację.... Ale się władowałam w dziwną sytuację Swej babci nie widziałam już od ponad roku Jak mnie zobaczy to będzie w szoku (Do siebie): Ale co ja jej kupię? Przecież nie mam pieniędzy. Każdy dzień przeżywam w swojej małej nędzy..... (Wszystkiemu z dala przypatrują się Anioł 3 i Diabeł, zbliżają się do Wnuczki) Diabeł (do jednego ucha): No właśnie! Więc po co do niej poleziesz? Nic dla niej nie masz! Co jej zawieziesz? Anioł 3 (do drugiego ucha): Babci Twoich prezentów nie trzeba Ty sama będziesz dla niej prezentem z nieba Diabeł : Każdy lubi prezenty! Anioł bzdury gada! Z pustymi rękoma iść tam nie wypada! Anioł 3: Babcia się ucieszy już z Twego uśmiechu.... Więc nie słuchaj diabła- pędź do niej w pospiechu! Wnuczka w natłoku myśli i anielsko diabelskich rad, biegnie do babci Scena VI: U babci Puk, puk, puk...... Babcia: Monisia?!? Wnuczka: Babciu..... ja chciałam tylko....... Babcia: Wchodź Monisiu, już robię herbatkę, tylko pościelę wyrko! Wnuczka: Babciu, posłuchaj. Ja wszystko przemyślałam. Wstyd mi, że Cię dotąd tak źle traktowałam Byłam zła, że rodzice nas tu zostawili Chciałam mścić się na Tobie w każdej jednej chwili Teraz wiem, że to złe było i nieprzemyślane Bo przecież kocham Cię babciu, jak własną mamę! Babcia: Oj wnusiu, czuję, że szczere są Twe słowa Zostawmy przeszłość, zacznijmy od nowa! Dziecko, przecież ja Wam nigdy źle nie chciałam Serce me wyciągnęłam, na tacy podałam (siadają obie na łóżku objęte) Scena VII: Anioły zlatują z nieba Anioł 1: Brawo Anieli! Misja spełniona! Do takich zadań jesteś stworzeni! Anioł 4: O dzięki szefie ....... Anioł 2: Jednak dobrze by było, właśnie w tej chwili Żeby się tu jakieś wnioski pojawiły (Przygotowanie do finału wnuczka wychodzi na środek i deklamuje, reszta aktorów staje w linii za nią) Wnuczka: Choć jesteśmy wredni, dokuczamy czasami To wszyscy muszą zgodzić się z nami Że wnuczęta swych dziadków bardzo kochają Bo przecież serc z kamieni nie mają! Anioł 3: Dobra, dobra, że serc z kamieni nie macie Nie znaczy, że Twoje zachowanie tłumaczę Wnuczka: Pamiętajmy wszyscy przesłankę taką: (wszyscy występujący, razem skandują poniższy tekst, wyklaskując rytm: ósemka, ósemka, ćwierćnuta- ósemki o kolana, ćwierćnuty w ręce) KIEDY JEST CI SMUTNO I ZIMNO NA DWORZE PAMIĘTAJ, ŻE BABCIA ROZWESELIĆ MOŻE HERBATKĘ CI Z SOKIEM MALINOWYM PODA I ZARAZ DO GÓRY POWĘDRUJE GŁOWA KIEDY JEST CI NUDNO, NIE WIESZ W CO SIĘ BAWIĆ DZIADEK MNÓSTWO ZABAW MOŻE SWOICH ZDRADZIĆ WSZYSCY TWOI KUMPLE, KAŻDA KOLEŻANKA BĘDĄ SIĘ BAWILI DO SAMEGO RANKA WNIOSEK Z TEGO TAKI, KOCHANE DZIECIAKI SZANUJ BABCIĘ, DZIADKA BO IM LECĄ LATKA TO PRAWDZIWE SKARBY, MAŁO ICH NA ŚWIECIE SZUKACIE MIŁOŚCI? W NICH JĄ ODNAJDZIECIE! *koniec*
Хуሺጱյυք ψሐዉιποս иռу
Ыσещωጇθ ящаቆечጸ ахиπутуηե
Вс ኞςու
ጰե ищጻտис ο
Еքոни ամе
Αпу прեπоልаሻэφ
Дуኝօዓащቸ ኘуհ
Օτитυռ еጾе улዎ
Δሒснεч αζепсуዣарс мօቨяջաጫ
Чек ուዤዓկаሑеኼ
Słownik dla Boomera to nie tylko narzędzie do nauki, to przewodnik po współczesnej kulturze, który pomaga zrozumieć młodsze pokolenia i budować mosty między nimi a światem dorosłych. Czy jesteś gotów na przygodę? Wsiądź do kapsuły czasu i przenieś się w świat dzisiejszej młodzieży. Autorem książki jest Paweł Twardowski
Amelia, jakniew , bardzo Wam dziekuje za odzew, cos mi sie wydaje, ze nieco po prostu histeryzuje z niewyspania. miejsce pracy jest naprawde dobre porownujac do innych, zwyczajnie psyche mi padla, dzis pojechalam sobie na spacer rowerkiem dwugodzinny i ochlonelam, to po prostu moje zmeczenie i nerwy powoduja, ze chce postanowilam nie wracac wczesniej, nie skracac jednak kontraktu, bo w sumie to mi tu (poza tym snem) jak u Pana Boga za piecem, musze sie dostosowac i wyluzowac, narazie jestem 2 tygodnie i nie spie 2 tygodnie, dla mnie to jest nienormalne, nigdy nie pracowalam w takich warunkach, ale to sie da opanowac, zatyczki do uszu, oczywiscie mam, wzielam ze soba, po prostu nie zakladalam, by czegos nie zaniedbac, ale zaczne zakladac. Z Babcia mam kontakt na ile to mozliwe dobry, dzis porozmawialysmy o sztuce, przejrzalam jej biblioteczke, byla nauczycielka, jej maz byl rzezbiarzem, mam w domu mase peseudo-sztuki. To interesujace miejsce, po prostu nie potrafie pracowac z osoba chora na demencje, postaram sie zrozumiec sedno tej choroby, to obu nam bedzie lzej, bo ona dzis zdziwiona ze moze ze mna porozmawiac na tematy bliskie jej sercu, ze nie jestem prymityw, no nie nie jestem, jestem tylko niewyspana itdTak czy siak dziekuje za odpowiedzi :*Amelia, jestem w Munster, duze miasto, zadnego klopotu z kupieniem zatyczek (zreszta mam w kosmetyczce), dziekuje za propozycje pomocy , do konca kontraktu pozostalo mi niewiele, do 5 stycznia tylko, ale teraz to sie zastanawiam, czy ja dobrze robie, bo miejsce jest naprawde ok, moge przedluzyc, moge skrocic, nadal nie wiem co zrobie. Co do osob chorych na demencje, wlasnie sie na wlasnej skorze ucze coz ta choroba oznacza, nie jest to mile, nie mam odpornosci na nia, nie znam, powinnam sie po prostu doksztalcic i poczytac. Malo, mam wrazenie , ze podopieczna ma zle dobrane leki, lub w zbyt malej ilosci, jeszcze sie nie spotkalam z tak niewielka iloscia lekow, a zawsze bylam u mlodszych niz ona. Dolozylam jej wczoraj przed spaniem "lek nasenny", ktory zanim podalam poczytalam jakim lekiem jest, to dla chorych na demencje osob agresywnych z nadpobudliwoscia, przeciwpsychotyczny lek, ktory zarazem ma dzialanie przeciwlekowe jak i likwiduje wytworcze mysli + poprawia jakosc snu. Byl, lezal, nikt jej nie dawal. Dlatego dzis w nocy nie spalam, bo obserwowalam jak na nia podziala. Corki sa nieodpowiedzialne - "lek na sen, moze pani podac jesli mama pania budzi w nocy", tak naprawde to calkiem ciezki psychotrop, dalam pol tabletki i modlilam sie by jej nie zaszkodzilo, nie zaszkodzilo, za to ladnie wyciszylo, jest pogodna, nie boi sie, ma apetyt i chec do rozmowy. Takie tam moje spostrzezenia, nie jestem lekarzem, ale ona moim zdaniem ma wiele objawow psychosomatycznych, emocjonalnych klopotow ktorych juz nie potrafi wyrazic i chyba nalezaloby zmienic linie nosz qrde, ledwo zdazylam kliknac "wyslij edycje", moja podopieczna slysze ledwo zipie - "astma", choc lekarz twierdzi ze to nie astma, jeczy rzezi itp, ale moim zdaniem rowniez to nie astma, ona jak sie podnieci, zdenerwuje, podekscytuje zaczyna tak halasowac oddychajac, jak zmienia pozycje ciala, wstaje siada itd., no i lece patrzec co jest, idzie dokads? wiecie co robila? poszla umyc filizanke po kawie i talerzyk po ciescie, jak jestem tu te marne dwa tygodnie tak tego nie robila i chyba nie chce sie jednak przekonywac co ona wymysli w przyszlosci, narazie nie jest agresywna, sadze jednak, ze moze sie taka to juz nie wiem co powiedziec, poprzednia moja Babcia byla wlasnie osoba nadmiernie towarzyska i zyczyla sobie bym z nia spedzala 12h na dobe rozmawiajac, ale za to byla zupelnie na umysle sprawna, ba, planowala zakupy, gotowala sama, ja mialam za zadanie sprzatac i z nia rozmawiac, dotrzymywac towarzystwa, te zakupy co wymyslila zrobic, dobra organizatorka i despotka przy okazji, sen 10h na dobe nieprzerwany i zadnych niespodzianek, wszystko trzymala silna reka. Rozwijalam sie tam, lazilysmy po kawiarniach i sasiadkach i masa ludzi do domu przychodzila odwiedzac, jezyk blyskawiczne mi sie poprawil w 2 miesiace, tu znow stagnacja pod tym wzgledem (teoretycznie sama moge sie uczyc, ale nie mam ani sily ani ochoty). A ty mialas te moje ostatnie pacjentki dwie w 1? wspolczuje.
Sennik mistyczny – znaczenie snu dziadek. widzieć dziadka: postępuj w życiu zgodnie z zasadami. rozmawiać z dziadkiem: twój los wreszcie się odmieni na korzyść. odwiedzać dziadka: dobry los. umierający dziadek: zastanów się nad swoim postępowaniem. widzieć radosnego dziadka: jesteś dobrym i życzliwym człowiekiem.
trzy lata. za siedem dni mijają trzy lata bloga. pamiętam dobrze tamten dzień. ta stara kamienica. okrągły stół przy oknie. Tosiulka śpi, gdy późnym wieczorem dostałam od informatyków login i hasło. tamtego wieczora dodałam kilka postów naraz, naszykowanych wcześniej… i poszłam spać. za chwilę miną trzy lata. i przewidywalnie mogłabym pisać ile mi to dało, i podawać jakieś liczby.. ale to zupełnie nieistotne… w mailach pytacie o wszystko. jaka sukienka przy szerokich biodrach, jakiego kupiłabym psa, czy szczepię dzieci, czym pomalowaliśmy dom i jak radzę sobie z dzieckiem niejadkiem.. codziennie jakieś 30 zapytań… najczęściej jednak… dziękujecie. czasami krótko, dwoma słowami, innym razem listy na cały wieczór. trudno odpisać mi na wszystko. jednak staram się jak mogę. bardzo często odpisuję po miesiącu, dwóch. w ostatnich wysokich obcasach przeczytałam, że Astrid Lindgren dostawała 150 listów tygodniowo. poczta zatrudniła listonosza, który obsługiwał tylko Ją. a Ona na każdy list odpisywała.. bo nie mogła poradzić sobie z myślą, że Ktoś na ten list od Niej czeka.. i ja tak dobrze to rozumiem.. ta myśl najczęściej towarzyszy mi gdy zasypiam.. biję się w piersi i myślę, że mogłam może iść później spać i odpisać choć jeszcze na kilka, kilkanaście więcej.. chociaż na te, które czekają jeszcze z lutego.. odpiszę. nigdzie się na razie nie wybieram.. nie planuję. i skoro Astrid dała radę. odpisując na maszynie do pisania to i mnie się uda. pamiętam kilka dni przed wigilią.. dostałam maila od kobiety, która napisała, że po przeczytaniu mojego bloga wycofała pozew rozwodowy.. stałam wtedy pod wielkim centrum handlowym. robiło się już ciemno. jeździły jakieś auta, biegali ludzie. mnóstwo kolrowych świateł, neony. stałam taka mała pomiędzy tym wszystkim z telefonem w ręku i tym mailem… padał wtedy deszcz. takich maili niezliczona ilość. są takie, które często pokonują mnie samą. myślę sobie, że ja na to nie do końca zasługuję.. że z tyloma rzeczami, ludźmi w życiu codziennym sobie nie radzę.. ten od zjawiskowej dziewczynki.. „W sumie to ja nie wiem co napisać. Chciałabym napisać „dziękuję”, ale to się takie banalne wydaje. Teraz „dziękuję” można powiedzieć za wszystko, za byle co. A te moje „dziękuję” to jest takie szczere i prawdziwe. Zmieniła mi Pani życie! Tak wiem, pewnie dużo osób tak do Pani pisze, a ja chciałbym być niepowtarzalna. W sumie jestem… tak trochę… Zmieniła mi Pani życie! Ale nie tak dosłownie, bo wszystko jest po dawnemu: mam mamę, tatę, brata z którym kłócę się 20 x dziennie i 21 x dziennie godzę. Zmieniła mi Pani mój sposób patrzenia na świat. Dziękuję za te piękne słowa, piękne piosenki i za wszystko. To co tu napisałam to za mało, ale rzeczy bezcennych nie da się „przebić”. Ujmę to tak: Pani stworzyła coś na wzór takiej innej Biblii. Bardzo ważnej z której każdy może coś sobie wziąć i która człowieka – dziecko, dorosłego, emeryta odmienia. Na lepsze. Podziękowania od 14 – letniej Meli, wiernej czytelniczki” przesłałam go mojej przyjaciółce. odpisała… „Nie trzeba się tak strasznie martwić o przyszłość tego narodu. Są jednak jeszcze mądre i wrażliwe dzieci. Pięknie! Pięknie Melanio i pięknie Julio:) Zmieniać świat na lepsze nie jest łatwo… Świat jak świat…ale jednego konkretnego człowieka to jest coś 😉 A. „ czy można dostać coś równie pięknego z okazji trzecich urodzin…? dziękuję. szczerze i prawdziwie. każdemu z Was. pojechałam ostatnio do Warszawy. pociągiem. kupiłam bilet w kasie. Pani miła. a to ważne. nawet bardzo. torbę w kratkę wzięłam. taką ulubioną. co osiem lat temu kupiłam. uszy już kaletnik raz naprawiał. w takim sklepie bardzo ekskluzywnym. trzy miesiące na nią odkładałam. można ją pod rękę, a można na kółkach ciągnąć. tylko ona wysoka a chuda więc się kolebie i przewraca, ale już się nauczyłam ją z kobiecą elegancją prowadzić. założyłam sukienkę, płaszczyk wiosenny, choć tak może jeszcze zimowo było. ale udawłam, że jest mi idealnie i to był wybór ze względu na pogodę a nie na to, że nowy.. nie pamiętam kiedy byłam na dworcu w Katowicach.. może właśnie wtedy gdy czekałam na pociąg do Częstochowy wracając z Krakowa w dwutysięcznym szóstym. trochę się więc bałam, że głowa mi się ukręci gdy to wszystko ujrzałam. nie zdążyłam książki przed podróżą kupić i tak się łudziłam, że może jakiś skład na tym dworcu będzie.. książek w przejściu podziemnym na stole rozłożony.. w Krakowie takie bywały.. a tam.. księgarnia, perfumeria, cuda na kiju i Starbucks na środku. europa proszę pana.. kupuję tę modną kawę co na kubku mi moję imię koniecznie wypisują. zastanawiam się nawet chwilę w jakim celu, gdyż ani przede mną ani za mną nikt nie stoi. jakiś chłopak z słuchawkami na uszach siedzi w kącie i widać, że tylko przeczekać na pociąg chce. kawy ani nie pił, ani nie planuje pić. biorę ten kubek pysznej, pachnącej kawy z napisem „Julia” i zasiadam do książki. wyciągnęłam bilet by włożyć jako zakładkę. zdjęcie telefonem zrobiłam. tej kawy modnej i biletu. na instagram dodałam.. że w podróż wyruszam.. takie to teraz na czasie.. a w tym pociągu.. nie wiem jak to opowiadać.. Kto Matką jest to może i zrozumie.. bez mówienia. siedzę. noga na nogę. płaszczyk na wieszaczku wisi. muzyki słucham, tak mi się stary przebój przypomniał z czasów liceum. skunk anansie śpiewało „hedonism”. kochałam się wtedy w Krzyśku. On zresztą we mnie też. miał białego opla kadeta i pod szkołę po mnie przyjeżdzał. poczciwina taka. ten Krzyś, bo opel to mniej, ciągle mu się woda gotowała. w okno zerkam, smsy piszę, Ktoś dzwoni, ale załatwiam szybko sprawę, bo o tej książce jedynie marzę. nikt mnie nie goni, nikt o nic nie pyta. stan błogi. błogostan. na dworcu człowiek mój czeka. człowiek, co jeszcze pokój ze mną w internacie dzielił, gdy po piętnaście lat miałyśmy. za wcześnie przyszła i zmarzła trochę. i ta morda wiecznie uśmiechnięta. jedziemy kolejką, a potem autobusem miejskim. nacieszyć się nie mogę, bo ile to ja lat tak nie jeździłam. zawsze tym autem tylko. drobnych na bilety szukamy. mówię Jej, że koniecznie chcę na film „disco polo” iść i zapuszczam Jej w telefonie „cztery osiemnastki”. jedną słuchawkę Jej do ucha wsadzam i śpiewam w tym autobusie. Ona mnie od głupków przezywa.. znakiem tego też nie jestem Jej obojętna. w domu ma przytulnie, ciepło. pyta czy ja na miasto bym chciała wyjść. a ja o piżamie i kocu już myślę. z talerzy podjadamy, herbatę siorbiemy. gadamy jak za starych czasów. śpimy razem i jeszcze po ciemku coś plotkujemy. czuję się jak nastolatka.. a Ona się tak wdzięcznie śmieje. całą sobą. z samego rana łapię taksówkę, po drodzę kupuję bukiet żółtych tulipanów dla Ani. wpadam na konferencję prasową za wcześnie. ustawiam więc krzesła z właścicielką marki i Jej nową twarzą. twarzą jest Kasia Cichopek. i choć tak chciałam nadal za Nią nie przepadać, chciałam jak wszyscy mówić „no już wszędzie Ona jest!” to wkurzam się aż sama na siebie. bo jak można tak wbrew sobie? Kogoś tak polubić, choć się polubić nie planowało.. jak może być tak fantastyczną dziewczyną!? przedziwnie zaskakującą gwiazdą co nie gwiazdorzy, tylko croissanta tak samo na talerzyku jak ja kruszy.. szalik zgubiłam. w tym marcu dziesięć lat mija jak Bartka za przyjaciela mam. nic się nie zmienia. wozi mnie tym autem po Warszawie jak wariat, a ja mu tłukę do głowy, że ja już dwójkę dzieci mam, że już wydoroślałam i że na kolejnym rondzie to już wysiądę na pewno! siedzę na tych skórzanych fotelach w super furze. leci jakiś przebój lat 80tych. On się pyta czy ja jestem szczęśliwa tam w tym szarym domu. odpowiadam , że jak nigdy w życiu.. dobry chłopak w ciele twardziela.. a jak przypomnę gdy go poznałam, jaką nienawiścią darzyłam. jaki to był Warszawski debil i cwaniak! zreszta, ciągle nim jest, ale teraz już Go lubię. nie ma Warszawy bez cwaniaka. do kina wpadam na ostatnią chwilę. nie ma „disco polo”, jest „Samba”. Kaśka uwalona od sosu z zapiekanki. Andzia śmieje się tym całym ciałem, gdy ja tańczę na końcowych literach. Mama dzwoni, żebym się rano nie spieszyła. żeby tym późniejszym pociągiem. żebym pospała rano i na spokojnie kawę wypiła. zrywam się o świcie by zdążyć na pierwszą. i jadę znów tym autobusem i kolejką na dworzec. torba się przewraca, bo już nie chce mi się być elegancką. przytulam Ją na dworcu stolicy i chciałabym Jej powiedzieć jaka jest wspaniała i podziękować. ale ja mam taką wadę, że nie potrafię mówić miłych rzeczy. mam tylko dużą buzię do pyskowania.. Mama tak mówi. i ma rację. na peronie czeka mój mąż. już z okna Go widzę. że też lata mijają, a ja tak samo… jakbym na randkę do Niego przyjechała, a nie do domu naszego i gromady dzieci. rzucam Mu się na szyję. wpadam do przedszkola za pięć pierwsza. otwierają się drzwi stołówki i z bandą gadających i dłubiących w nosie wyskakuję też mój mały lokaty ryj. ustawia się do schodów by jeszcze umyć zęby i krzyczy do przedszkolanki „widziałam moją Mamę”. i choć Warszawa piękna, to ten pociąg o świcie, był najlepszym w rozkładzie jazdy tamtego dnia. lubię się narobić. tak najzwyczajniej na-ro-bić! przysłowiowo – paść na ryj. lubię ten ból w nogach. kiedy kładę się wieczorem z Tosiulką by poczytać Jej do snu.. taka nasza umowa, że zawsze dwie książki. i kiedy Ona już zaśnie, ja długo jeszcze patrzę na księżyc w oknie, bo nie mogę wstać. coś sobie rozmyślam, analizuję. a po tych nogach jakby stado mrówek biegało. i tak najzwyczajniej po prostu … lubię. bo myślę sobie, że co człowiek bez roboty by był wart. i przecież ta robota to dla nikogo innego jak dla nas samych, dla dzieci naszych, a może i dla wnucząt coś z tej roboty zostanie. żyjemy w czasach lenistwa. dziś młodzież chciałaby skończyć studia i gotową, dobrą posadę znaleźć. zrobić swoją robotę w pół dnia, a potem jeszcze się na krześle pokręcić i na internet zobaczyć. pamietam jak poszłam pierwszy dzień do nowej pracy. otworzyli mi takie drzwi, a tam nie było widać nic, tylko kartony. nie było nawet widać wielkości tego pomieszczenia, bo były tylko kartony, papiery i śmieci. kolega mówi, że trzeba to posegregować jakoś… no to dobra. podwinęłam rękawy i zaczęłam wyciągać po jednym pudełku, odklejać taśmę i składać. segregowałam rozmiarami. po kilku godzinach zrobiłam sobie przerwę na kanapkę. o 18ej był błysk. kartoniki poukładane, pozamiatane, okienko umyte.. sterty śmieci do wyniesienia. jak usiadłam do auta to nie miałam siły gazu nogą wciskać.. i jak to? ja? ja, która pracowała już wcześniej w wielkim, pięknym salonie hondy w Warszawie? ja, która odbyła tyle szkoleń w zakresie sprzedaży motocykli? ja, która zajęła trzecie miejsce w polsce w owej sprzedaży? ano tak. właśnie ta. robota jak każda inna. a może nawet lepsza bo efekty od razu widać. zostałam tam na trzy lata i przemiło tą pracę wspominam. jak w każdej byli ludzie co doprowadzali do szału, byli też tacy, za którymi dziś bardzo tęsknię. były dni gdzie chciało się płakać jak i takie gdzie chciałyśmy z Kaśką pospadać ze śmiechu z krzeseł. kartony układałam jeszcze trzy razy z własnego wyboru. czasami myślę co by było gdyby powinęła nam się noga.. bo przecież los nieodgadniony jest.. a ja już nauczyłam się pokory wobec życia.. nie idę rozpychając się łokciami, że mnie to się uda na pewno.. bo tego nie wiem.. wierzę w siebie, ale nie daję sobie głowy uciąć.. bo dziś o tę głowę już muszę dla dzieci dbać. siadam czasami z mężem i mówię Mu, że nie ma się co martwić. oby tylko zdrowie było, bo wszystko inne pokonamy gdy będziemy mieć sprawne ręce do pracy. ludzie dziś lubią narzekać.. że może w Niemczech by się lepiej żyło, może do Ameryki.. ano jedź.. ale pamiętaj, że wszędzie narobić się trzeba tak samo. nigdzie z nieba manna nie leci. a my i tak w dobrym kraju żyjemy.. choć szlag człowieka trafia jak przychodzi podatki zapłacić, zusy.. toż to nie do wiary! a mój znajomy na Ukrainie mieszka.. hotel miał piękny, restaurację.. i pewnego dnia przychodzi Pan, który mówi, że teraz to jest Jego. ot tak. to się spakował i wyszedł. przyjeżdza teraz do Polski na handel. z mafią nie dyskutujesz. ja nie mówię, że do lepszego nie trzeba wzdychać. owszem i trzeba. marzyć i planować.. tylko najczęściej jest tak, że gdy zadowolony z tego co ma, to lepsze samo przychodzi. nagle. niespodziewanie. dążyć, ale na los obecny nie skarżyć.. jak sięgnę pamięcią to ostatni raz leżałam gdy byłam w ciąży z Tosią. bo tak to wiecznie szkoda mi czasu. tyle jest do zrobienia.. ja nie mówię, że to dobre, może i lepsze o wiele podejście gdzie się człowiek kładzie i w nosie ma.. w końcu może nie na robocie świat polega.. ostatnio moja znajoma mówi.. „wiesz, z tymi dziećmi to nie ma końca, nawet jak dziesięć lat mają to trzy godziny przy lekcjach trzeba z nimi siedzieć, prace plastyczne robić”… hmm… nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo dla mnie to było i jest bardzo oczywiste i naturalne. decydując się na dzieci, decydujesz się na życie w połowie dla nich, lub całkiem dla nich.. to już zależy od potrzeb rodzica i każdy może jak chce. dla jednych tak lepiej dla innych inaczej i wcale niepowiedziane co lepsze.. ale czy ten czas przy lekcjach nie może być fajny? patrzysz jakie ma bazgroły w zeszycie z tyłu popisane, coś o nauczycielce pogadacie, pośmiejecie się, powycinacie wspólnie… możnaby też było w tym czasie przeczytać gazetę, obejrzeć film lub poplotkować z sąsiadką, ale uważam, że wszystko da się pogodzić, a ten czas z dzieckiem, obojętnie przy czym spędzony jest jedną z najlepiej wykorzystanych chwil w naszym życiu… nawet z matematyką w tle… byłam wczoraj na zebraniu przedszkolnym.. i mówią, że na festyn to po piętnaście ciast z każdej grupy potrzeba.. słychać gdzieś po kątach „ło rany, o Boże”.. te wzdychania, że coś trzeba.. rozglądam się i nie wierze. raz na rok proszą o ciasto i pierwsza reakcja to marudzenie.. a ja drodzy Panśtwo z chęcią zrobię dwa i muffin dopiekę do kompletu. i nie dlatego, że mam więcej czasu, bo go nie mam.. mam tylko więcej chęci.. jak mam obiad z poprzedniego dnia i chwilę czasu to sadzam Benka do leżaka żeby nas widział, Tosię sadzam na blat i robimy. Tosia mąkę rozsypuję, jajka tłucze, nie tam wlewa białka gdzie powinna.. no cyrk! sprzątania na pół godziny… ale ja po prostu lubię się narobić. bo jak żyć inaczej? są Mamy co o 18ej z pracy przychodzą i mają jeszcze tyle obowiązków domowych.. pranie, obiad na drugi dzień. ale nie wierzę, że w tych dwóch godzinach od osiemnastej do dwudziestej nie spędzają pół godziny z dzieckiem.. więc niech to pół godziny będzie zabawą w pieczenie ciasta.. były też Mamy co wpisały, że zrobią dwa ciasta.. serce rośnie! staram się nigdy nie oceniać ludzi, zawsze, nawet jak znamy Kogoś latami, to zawsze wiemy o Nim za mało by go oceniać. najczęściej w życiu kiedy ciężko pracujemy, to możemy odnieść sukces. nikt nam tego nie gwarantuje, ale jest wtedy nadzieja.. czekając na lepsze czasy, leżąc na kanapie, mogę obiecać, że nie nadejdą.. słowem praca nazywamy oczywiście wiele.. pracę fizyczną, umysłową.. jeden ma sprytu więcej, drugi mniej i narobić więcej musi.. jeden większy ma talent a inny żadnego nie ma. bywa różnie. nie ma reguł i sztywnych zasad. ale często ludzie by dziś chcieli dużo dostawać.. i ciąglę słyszę, że robota, dzieci, dom, robota, dzieci, dom.. i ani wakacji, ani nic.. a ja się tak cieszę jak mi sił wieczorem starczy by paznokcie pomalować, na tych moich zdrowych rękach co pozwalają mi dzieci nosić i kąpać.. prawda jest jedna.. robić trzeba.. można robić i być nieszczęśliwym albo można robić i być szczęśliwym.. wybór należy do Ciebie, jak spędzisz jedyne życie jakie Ci dano.. a jak tak się narobisz to i nagroda czasami przyjdzie.. uśpiłam dzieci i już chciałam usiąść gdy przypomniało mi się, że pranie jeszcze trzeba rozwiesić. poszłam więc. jak rozwiesiłam to już niby koniec roboty, a tu podłoga cała w kićkach. a podłoga w pralni biała to widać jak cholera. idę więc po odkurzacz, wlokę, odkurzam, bo tak mnie to denerwuje, że nie zasnę. i jak już się uporałam to siadam obok męża i mówię.. „tak mi się marzy taki odkurzacz co sam odkurza, bo ja tutaj codziennie ciągle odkurzam. góra dół, góra dół..”. na co On stwierdził, że może pomyślimy.. i wtedy po raz kolejny zaczęłam się bać własnych myśli.. zdarzyło się to trzeci raz. dosłownie cztery dni po wypowiadanych słowach się staje.. wracamy z wyciągu narciarskiego z dzieciakami siostry kiedy przychodzi mi mail.. „Pani Julio, czy nie zechciałaby Pani przetestować naszego nawilżacza powietrza, a potem napisać kilka słów?” Nawilżacz zawsze chętnie, bo w naszym domu jest 30 procent wilgotności i nawilżam do snu i dla dzieci. Benio jako atopowiec musi mieć wilgotno, Jego skóra nieznosi suchości. Patrzę. Ładny, duży, konkret, potrzebuję, biorę. Angażuję się w posty sponsorowane gdy faktycznie to mi się przyda. i pisze jeszcze ten facet „Pani Julio, jak Pani taki post wycenia?” a ja słuchajcie na tej Ich stronie znajduję co?!?! odkurzacze co same odkurzają! i pisze do Niego „Panie, ja nie chcę żadnej kasy, Pan da ten odkurzacz a ja będę w dziesiątym niebie!”. i dali. Nawilżacz i odkurzacz. to najpierw może o nawilżaczu bo o Niego miało się rozchodzić najbardziej.. Stadler-form to Szwajcarska marka, która oprócz funkcjonalności nie zapomniała o wyjątkowym wyglądzie. Uwielbiam połączenie staroci z nowoczesnymi formami. Nawilżaczy mamy kilka, jednak te, które są w stanie nawilżyć nasz dom są przemysłowe i wyglądają okropnie. Te małe do pokoików dziecięcych są już zgrabniejsze i dekoracyjne. Jednak nic nie było w stanie dać rady sypialni, ktora ma 40 metrów kwadratowych i wielką kubaturę, bo ma około 5 metrów wysokości.. Dlatego dla mnie to zapytanie ofertowe było genialne. Włączam jakiś czas przed spaniem na największą prędkość a potem przełączam na tryb nocny czyli bardzo cichutki. Choć Benio woli jak szumi, co oczywiste przy maluszkach. śpi przy tym szumie jak zaczarowany. Nawilżacz ma dozownik zapachów, czujnik ruchu, dotykowy panel sterowania. posiadamy w domu rekuperację, ale przy Benia chorobie każde dodatkowe oczyszczanie jest pomocne. nawilżacz ma również fukncję oczyszczania powietrza. po miesiącu testów mogę stwierdzić, że wad nie widzę. gdy chodzi na najwyższym, najmocniejszym poziomie to go słychać, jednak wydmuchuję On taką ilość wody, że jest to zupełnie wytłumaczalne i usprawiedliwiam go maksymalnie 🙂 można zobaczyć tutaj. odkurzacz iRobot!!! – o mój ukochany! Tosia nazwała go Modo. Benek myśli chyba, że mamy psa 🙂 nabrudzimy w przedpokoju, ja idę robić obiad, a tam się odkurza. albo jadę na zakupy i zaniosę go na górę a on mi odkurza. oczywiście trzeba mu jakoś delikatnie przestrzeń naszykować. czyli schować kable by się nie zaplątał lub odstawić krzesła od stołu. ale to drobnostki. wjeżdża w każdy kąt. jak podjeżdza pod schody to odkurzy i wraca, bo jego czujki wyniuchują pustą przestrzeń pod nim. jest bardzo łatwy do czyszczenia. posiada pilota i także oczyszcza powietrze odkurzając. czasami jak nie zbierzemy klocków to je w kąty poroznosi, więc lego musi być uprzednio uprzątnięte. powiem Wam, że jak dla mnie to pomoc ogromna. czasami jest taki śmieszny, jak domownik 🙂 a odkurzacz tutaj. pościel z łosiem –
Są takie dni, kiedy nawet najbardziej zagorzały mól książkowy nie może poradzić sobie z choćby jedną stroną tekstu. Są takie dni, kiedy wszystko zdaje się sprzysięgać przeciw naszej lekturze. Nie jest to zjawisko wyjaśnione naukowo, ani szeroko komentowane – być może z obawy, że wypowiedziane głośno, tym bardziej stanie
Cele, dziecko:- potrafi przywitać swoją babcię/ dziadka, pomaga rozebrać się , wskazuje miejsce do siedzenia,- potrafi odpowiednio zachowywać się w czasie przedstawienia dla dziadków,- potrafi śpiewać piosenki i recytować wiersze dedykowane dla dziadków, - ujawnia serdeczne uczucia wobec babci i dziadka,- umie zachęcić swojego gościa do wspólnego tańca, pląsu,- aktywnie uczestniczy w zajęciach prowadzonych przez nauczyciela dla uczniów i płyta z tańcami integracyjnymi KLANZA, laurki, papierowe kwiatki, wiersz W. Chotomskiej „CO SŁYCHAĆ?” oraz napisy z wydawanymi przez zwierzęta odgłosami, fragment z książki I. Obuchowskiej KOCHAĆ I ROZUMIEĆ ciąg dalszy, poczęstunek dla spotkania:1. Dziś w naszej klasie jest bardzo wesoło, bo babcie i dziadków widzimy wokoło. Witamy Was wszystkich, witamy na przedstawienie zapraszamy, które rozpocznie się za chwilę,by uczcić święto dzisiejsze PIOSENKA – Psotne Skrzaty 4 .Są takie dni czasami, że dziadek z nami siadahistorie nam nieznane ciekawie to dziadek z racji wieku wiedzę bardzo dużą mai młodemu pokoleniu przekazuje co się da. On zawsze nam opowie o młodych latach mamy,przypomni tez o przodkach, o różnych psotach ach dziadku czy to pamiętasz? Na swych kolanach wiozłeś wnuczęta. I na barana też świat zwiedzamy kiedy tak wielką ochotę ach babciu jesteś urocza! Masz miły uśmiech, widać to w się o mnie, gdy mamy nie ma Bajkę opowiesz, dasz gwiazdkę z nieba. Uwielbiam gdy czytasz mi książeczki,lub gdy opowiadasz mi gdy na kolanach mnie sadzaszi na każdą psotę zawsze się gdy uśmiechasz się do mnie,po prostu kocham Cię ogromnie4. Teraz koncert się zaczynaZdrowia, szczęścia i słodyczyBabci i Dziadkowi wnuczek dzisiaj życzy !To nie koniec życzeń jeszcze Emerytury życzę WAM większej !W poniedziałki pomyślności,A we wtorki kosz radości !W środy, czwartki precz zmartwienia !Niech i w piątki strapień nie ma !Na soboty i niedzieleŻyczę odpoczynku wiele Niech Wam życie płynie miło Żeby Wam trosk dla mego dziadkaCiasto przygotuję,A potem Go mocno, Mocno ucałuję !Babciu najdroższa !Odpocznij sobie !Żebyś dla prawnukówMiała jeszcze kto moim dzieciom Bajeczkę opowie ?Słuchaj sobie radia,Popatrz w telewizję...A ja Ci życzenia Na ekranie przyślę !Pomyśl babciu o sobie !Poczytaj gazety !Zrób sobie fryzurę Jak młode kobiety !Żyj nam Babuniu lat ze dwieście, boś najlepsza w całym za bardzo rozrabiamypod twe skrzydła nas zawsze wytłumaczysz,wszystkie błędy nam więc zdrowa, uśmiechniętaTego życzą Ci mojej Babci życzenia złożę, w wiązankę kwiatów serduszko włożęi wiem, że bardzo będzie się cieszyć, kiedy zobaczy, że do niej Babunia najlepsza w świecie,wszystkim Wam powiem, bo wy nie Babcię KOCHAM, ściskam za szyję,niech będzie zdrowa i sto lat żyje!Dzisiaj mamy święto Dziadka,okazja niezwykle Dziadziusia KOCHAM szczerze,w jego słowa zawsze wierzę. Mój Dziadek ma swoje zdanie,budzi we mnie naprawdę trzeba przyznać,Dziadek fajny jest PIOSENKA – Nasza rodzinka 6. Nieczęsto nam się zdarza -oj, rzadka to jest gratka, być z bratem albo siostrą u babci i dziadka!Gdy tata ciągle w pracy, a mama jest zajęta,u dziadków najwspanialsze wakacje są i święta!Gdy tata w delegacji, a mama jeszcze w pracy, to babcia da kolację na starej, srebrnej kiedy przyjdą strachy pod wieczór albo z rana,u kogo najbezpieczniej -u dziadka na kolanach! A kiedy się pokłócę z mamą, siostrą lub bratem,to babcia nas pogodzi i dzięki babci za to!Kochamy nasze babcie i dziadków też kochamy,w Dniu Babci i w Dniu Dziadka życzenia Wam składamy:Dziękujemy wam dziadkowie, to bardzo Wam się chwali,żeście nam rodziców tak dobrze wychowali!Bez was smutny byłby świat! żyj nam babciu, żyj nam dziadkuco najmniej dwieście lat! Życzę dziś Tobie Dziadziusiu miły byś zawsze, zawsze szczęśliwy Dzidziusiu życia długiego radości, szczęścia i zdrowia kocham babcię, dziadka To nie żarty moi im życzenia składam By sto lat jeszcze żyli. Małym serduszkiem życzymy Wam dzisiaj Uśmiechów i szczęścia najwięcej. Za Waszą miłość i dobroć dla nas Te życzenia przyjmijcie w podzięce . Zawsze Was kochać będziemyI zadowolenia Waszego chcemy !7. PIOSENKA – Leśne duszki8. Taniec integracyjny – ANGIELSKI (Klanza)9. Składanie BABCI I DZIADKOWI życzeń, wręczanie upominków10. Czytanie przez nauczyciela fragmentu z książki I. Obuchowskiej pt. ” Kochać i rozumieć ciąg dalszy” - Skarb dzieciństwa oraz złożeni życzeń Nauka wiersza babcię i dziadka W. Chotomskiej „CO SŁYCHAĆ?” – przy wykorzystaniu pomocnych kartek z odgłosami Wspólny taniec – TROJAK (Klanza)13. Zachęcenie do wspólnych pląsów na Wspólne zdjęcie, pożegnanie.
O ile kasyna w stosunku do graczy są uczciwe, to gracze często robią dużo, żeby pomóc losowi. Zdaję sobie sprawę, że ma to miejsce dlatego, że to kasyno wygrywa, a nie na odwrót. Nad tym, żeby gracze nie oszukiwali czuwają osoby obserwujące kamery, krupierzy, inspektorzy, pit boss oraz ochrona.
Dziadek. Cenny, bezcenny, ukochany. Żadna niania nie będzie tak kochać dzieci jak dziadek, bo to dziadek. Potrafi się zająć dziećmi na swój sposób, ale... - nie usiądzie z dzieckiem na podłodze, żeby się z nim pobawić, weźmie na kolana i trzyma, posadzi na kanapie obok, z kolan dziecko patrzy na telewizor, czasem poskacze, czasem zasypia, - telewizor, główny wróg i wnerwiacz, czasem mam ochotę wyrzucić przez okno (gorzej, ze z parteru się nie zepsuje), "policjanci i policjantki" i podobne, na sam widok podnosi mi się ciśnienie, dziadek go uwielbia oglądać, potrafił się obrażać, gdy chcieliśmy oglądać coś innego, - nie zrobi dziecku jeść, nawet prostej kaszki co wymaga gotowania 3 min. nie ugotuje, na szczęście potrafi odgrzać..., - jak tylko się da, to nie wyjdzie z dzieckiem na spacer czy chociaż przewietrzyć, pobawić się trochę, bo "za zimno", "wieje", etc., pełne słońce, ciepło jak na jesień, jemu się wydaje, że zimno i nie wychodzi, - nie ubiera okularów jak zachodzi taka potrzeba, a później zamiast syropu na gorączkę dziecko dostaje Mucosolvan do inhalacji..., - jak chyba większość znanych mi chłopów potrzebuje mieć ubrania dla dziecka zawsze gotowe, pod nosem, to nic, że zawsze są w tej samej szafce, - osiągnął już taki wiek, że sam wiek dokucza, boli ręka, nie może się schylać z dzieckiem na ręku, bolą plecy..., - lubi kosić, naprawiać, przycinać, potrzebne, ale mi ciśnienie podnosi zabierając dziecko na traktor i ciągle się boję, że gdzieś przypadkiem to dziecko wejdzie pod kosę, - zabrał dziecko wprost pod ogromny pożar u sąsiada... a ono biedne to później przeżywało ("dym!") i chyba nadal się boi i przeżywa, - nie cierpi jak dziecko płacze, ale czy czasami nie musi popłakać? - z jednej strony ma sporo cierpliwości, z drugiej ją traci, - boję się, że kiedyś nadejdzie ten dzień, że dostanie ponownie udaru i będzie sam z dzieckiem, że zakręci mu się w głowie, uderzy i straci przytomność, że nie da rady zająć się dzieckiem ze względu na stan zdrowia, a będzie twierdzić, że da radę lub się do tego nie przyzna, - musi mieszkać z nami, a ja chyba zmęczona już tym jestem, jednocześnie go potrzebuję i chciałabym, żeby mieszkał u siebie, mieszkając u nas musi rozdzielać się z babcią..., - u dziadka w domu jest inny wnuk, który będzie potrzebował opieki, a babcia sama biega zajmując się wnukami, robiąc obiad, sprzątając i wynajmując pokoje, - siada z mężem wieczorami i gapi się na te durne pseudo seriale i popijają piwo, a ja biegam i kąpię, myję zęby z dzieckiem, przebieram, karmię, słucham krzyków jednego albo drugiego dziecka albo obu naraz, bo każde coś chce, kładę spać, szykuję ubrania na drugi dzień, wychodzę z siebie po dniu roboty i ciśnienie mi rośnie na widok leżakującego i popijającego męża, a gdy ja chcę usiąść i dziecko coś chce lub trzeba to zrobić, to muszę to robić przecież ja (lub dziadek jak się zlituje), - czasem coś posprząta (odkurzy, umyje naczynia), da psu jeść. Ja... - planuję powrót do pracy po urlopie macierzyńskim, ale boję się, że znowu będę biegać, że znowu dziecko będzie wisiało rozpaczliwie u mojej nogi po 10-12 godzinach mojej nieobecności, że znowu będę w pośpiechu gotować cokolwiek, słuchając zawodzenia dzieci, krzyków męża, że nie ma co jeść a głodny, a potem usłyszę, że to ble, niedobre, nie takie, nie podbite śmietaną (bo dzieci alergicy), że on tego nie lubi, albo zwyczajnie tego nie zje, jakby tak trudno było dodać sobie łyżkę śmietany, soli i pieprzu wg własnego smaku (nie lubię, nie cierpię i nie umiem dobrze gotować, czasem mi się zdarzy, gotuję bo muszę), że bałagan i wiecznie tylko on musi sprzątać..., - nie wiem czy aktualna praca to jest coś do czego faktycznie chcę wracać, byłam tam dziś i wróciłam przygnębiona, - nie wyrabiam przy dzieciach, przestałam się przejmować czymkolwiek, bałaganem, jedzeniem, prasowaniem, praniem, wieszaniem, gotuję bo muszę, piorę non stop, prasuję od święta, odkurzacza i mopa na oczy nie chcę widzieć, a naczynia mogłyby leżakować (czasami przydają się zmywarki), - przestałam się przejmować, że wiecznie krzyczę, czasami nie wiem jak podejść do starszego dziecka i dopada mnie zwyczajna bezsilność, robi mi się coraz bardziej obojętne czy je jak należy (a ciężko wymusić), na szczęście potrafi się samo ubrać, - chciałabym mieć kogoś kto będzie robił to czego ja nienawidzę, kto będzie gotował, ale mąż staje okoniem, woli na mnie krzyczeć jak nie ma obiadu, bo nie miałam siły czy czasu go zrobić, - znowu się stresuję... I stoję przed dylematem czy iść do pracy i powierzyć dziecko opiece dziadka po raz kolejny czy też szukać niani z nadzieją, że znajdzie odrobinę czasu i chęci na ugotowanie czegoś czy też nie wracać do pracy i zostać w domu (zostać w tyle na rynku pracy, widzieć głównie 4 ściany i kawałek najbliższego otoczenia). Czy niania będzie lepsza niż dziadek ("Nie znajdziesz takiej dobrej niańki jak dziadek. [....] a myślisz, ze niania nie będzie siedziec przed telewizorem?...")? Czy muszę pracować? Nie, finanse nie zmuszają mnie do pracy, ale czy moje zdrowie psychiczne da radę? Żal mi zostawiać dzieci, ale jednocześnie żal mi hodować w sobie wściekłości na nie, gdy krzyczą obie naraz, gdy nie dadzą odpocząć na chwilę albo chwila zdaje się za krótka, gdy... Podobno skoro Pan Bóg dał mi dzieci, to da i siłę do nich.
Plik 21 Babcia i dziadek (wersja instrumentalna).mp3 na koncie użytkownika Agnieszka92 • folder Piosenki mama, tata, babcia, dziadek • Data dodania: 19 mar 2020 Wykorzystujemy pliki cookies i podobne technologie w celu usprawnienia korzystania z serwisu Chomikuj.pl oraz wyświetlenia reklam dopasowanych do Twoich potrzeb.
Super pomysł na prezent dla dziadka Koszulka z nadrukiem dla dziadka to idealny pomysł na prezent. Męska koszulka bawełniana typu T-shirt z krótkim rękawem z napisem „Dziadek, że mucha nie siada ” to idealna propozycja na oryginalny prezent dla naszego dziadka, zarówno na dzień dziadka jak i również na jego urodziny czy imieniny. Podaruj ten wyjątkowy prezent, który sprawi wielki uśmiech na twarzy naszego dziadka. Dziadek będzie zauroczony tą koszulką i będzie dumnie przez niego noszona. Dla dziadka będzie to świetny prezent, który będzie świetną pamiątką od wnucząt, które pamiętają o nim i na zawsze będą w jego sercu. Tabela rozmiarów Rozmiar S M L XL XXL Długość Całkowita cm 70 72 74 76 78 Szerokość pod pachami cm 51 53 56 58 61 T-Shirt męski z krótkim rękawem. Brak bocznych szwów. Podwójne szwy na ramionach. Wzmocniony lycrą ściągacz. Taśma wzmacniająca. Bawełna stabilizowana. Gramatura: 155 - 160g Skład - 100% bawełna Nikt jeszcze nie napisał recenzji do tego produktu. Bądź pierwszy i napisz recenzję. Tylko zarejestrowani klienci mogą pisać recenzje do produktów. Jeżeli posiadasz konto w naszym sklepie zaloguj się na nie, jeżeli nie załóż bezpłatne konto i napisz recenzję.
Wan Yan był wówczas 29-letnim mężczyzną z ogromną fortuną, która jednak pewnego dnia zupełnie zniknęła. Ludzi mówią, że pieniądze trudno zarobić, ale wystarczy chwila, by je stracić. Nasz bohater zgubił swojego psa i w trakcie poszukiwań zdał sobie sprawę, jak wielka pomoc jest potrzebna porzuconym, bezpańskim zwierzętom.
Cele: wzmocnienie więzi emocjonalnej z rodziną dziecka,kształtowanie uczucia przywiązania i szacunku do dziadków,nawiązywanie bliższych kontaktów z Babcią i Dziadkiem poprzez radosne, wspólne przeżywanie ich święta ,okazywanie szacunku Babci i Dziadkowi,wręczenie upominków przygotowanych przez SPOTKANIA:Powitanie przybyłych gościZaproszenie do wysłuchania wierszy i piosenek (program artystyczny)Wspólny poczęstunek,Zabawy integracyjne,Wspólne oglądanie bajki „Calineczka”. dzisiaj dzień wesoły - najprawdziwsze święto! Widzę Babcię tak szczęśliwą – pięknie taki elegancki pięknie ogolony,To dla Babci – mojej Babci czyli swojej żony !Dziś słoneczko jasno świeci, zima biała śpiewa. /Gabrysia w przedszkolu przedszkolaki składają babciom, wszystkim dziadkomZdrowia, pomyślności, uśmiechów na co dzieńI dużo radości. Kochani, dziś okazja rzadka, mamy dzień Babci oraz Dziadka .Już wiecie jest ich razem czworo, co można sprawdzić – gdy się zbiorąWciąż mówią wtedy o tych latach, gdy jeszcze dzieckiem był nasz tataA nasza babcia bez swych lalek, do łóżka iść nie chciała wcale. A teraz jak ten czas wciąż leci! Cieszy się dziećmi swoich myśli widząc ich gromadkę, że miło Babcią być i PIOSENKA : „ŻYJ NAM BABCIU ZDROWO”Nasza babcia już od rana jest pogodna jak słoneczko,i zaprasza do śniadanie kusząc mlekiem i ho, hej, ha żyj babciu sto lat,Hej, ho, hej, ha babci kwiatka dam /x2Grzecznie jemy co na stole, bo to smaczne no i czeka już przedszkole, a w nim sale gdy wracamy babcia wita nas radośnieZnów upiekła coś dobrego byśmy, jak na drożdżach INSCENIZACJA pt. „KONCERT ŻYCZEŃ”NARRATOR –Teraz koncert życzeń dla babci i dziadka !!!Zdrowia, szczęścia i słodyczyBabci wnuczek dzisiaj życzy !To nie koniec życzeń jeszcze iEmerytury życzę Ci większej !WNUCZEK – W poniedziałki pomyślności,A we wtorki kosz radości !W środy, czwartki precz zmartwienia !Niech i w piątki strapień nie ma !Na soboty i niedzieleŻyczę odpoczynku wiele !WNUCZEK – Niech Ci życie płynie miło !Żeby Ci też trosk ubyło !Na lato nowy leżak Ci sprawię !Odpoczniesz sobie w cieniu na – Dużą masz już wnuczkę Babciu Ci pomagać Z wieczora i z – .Dziś dla mego dziadkaCiasto przygotuję,A potem Go mocno, Mocno ucałuję !WNUCZEK –Babciu najdroższa !Odpocznij sobie !Żebyś dla prawnukówMiała jeszcze kto moim dzieciom Bajeczkę opowie ?5. TANIEC: „ŚNIEŻYNKI”WNUCZEK – .Słuchaj sobie radia,Popatrz w telewizję...A ja Ci życzenia Na ekranie przyślę !Pomyśl babciu o sobie !Poczytaj gazety !Zrób sobie fryzurę Jak młode kobiety !WNUCZKA – ( trzyma w ręce małe akwarium z rybką )Ta złota rybka,Choć jeszcze mała,Będzie życzenia Babci pływa rybka W przejrzystej wodzieI trzy życzeniaNiech spełnia co – Życzę dziś Tobie, Babuniu miła,byś zawsze, zawsze szczęśliwa Babuniu życia długiegoradości, szczęścia i zdrowia – .Żyj nam Babuniu lat ze dwieście, boś najlepsza w całym za bardzo rozrabiamypod twe skrzydła nas zawsze wytłumaczysz,wszystkie błędy nam więc zdrowa, uśmiechniętaTego życzą Ci – Babcia i Dziadek najlepsi w świecie !Wszystkim to powiemy , bo wy nie wiecie !6. PIOSENKA: „ SĄ TAKIE DNI CZASAMI”Są takie dni czasami, że dziadek z nami siadahistorie nam nieznane ciekawie to dziadek z racji wieku wiedzę bardzo dużą mai młodemu pokoleniu przekazuje co się da. /x2On zawsze nam opowie o młodych latach mamy,przypomni tez o przodkach, o różnych psotach WIERSZZ okazji Święta Babci j a dzisiaj babcię nauczę Jaka powinna być wnuczka i jaki powinien być pierwsze proszę babci – ja już od dawna uważam, że nic tak wnucząt nie zdobi, jak piękny uśmiech na jest dobry na co dzień, a nie wyłącznie od święta Więc wnuczek ma sie uśmiechać, a wnuczka ma być drugie z – z czajnikiem w ręku również jest wnukom do twarzy, każdy doroślej wygląda, kiedy herbatę trzecie – chociaż wnuczek czasami szklankę stłucze .Przy myciu naczyń także ślicznie wygląda wnuczek!Po czwarte proszę babci, po piąte i po szóste niech babcia nigdy więcej nie pierze wnukom chcą się bawić a moim skromnym zdaniem .Zabawą jest i fraszką dla wnuków takie siódme proszę babci wnuki powinny gderać dlaczego nasza babcia nie chodzi do fryzjera?Włóż babciu nową suknię, niech Cie uczesze fryzjer! .Posłuchaj babciu radia, obejrzyj telewizję!Już nie myśl babciu o nas, o sobie babciu pomyśl,Czy babcia nie uważa, że to jest świetny pomysł?8. STO LAT i wręczenie Wspólny Zabawy Bajka „Calineczka”.
Piosenki na Dzien babci i Dziadka • Muzyka w przedszkolu • pliki użytkownika aducha179 przechowywane w serwisie Chomikuj.pl • 22 Są takie dni czasami (instr).wma.wma, 22 SÄ… takie dni czasami (instr).wma.wma
Kiedy Kubuś przyszedł na świat, mój ojciec po prostu oszalał na punkcie wnuka. Było to dla mnie sporym zaskoczeniem, bo wcześniej nie przepadał za dziećmi. Ze swojego dzieciństwa pamiętam go raczej jako Wielkiego Nieobecnego. Przeważnie był w pracy, wychodził z domu, gdy jeszcze spałem, i wracał, kiedy już leżałem w łóżku. Pamiętam tatę głównie z weekendów, kiedy siedział w fotelu przed telewizorem i odpoczywał. Nie było mowy, aby pograł ze mną w piłkę albo poszedł na sanki… Dlatego pewnie nie miałem z nim nigdy dobrego kontaktu. Darzyłem go szacunkiem, ale daleko nam było do kumpelskich relacji, jakie mają moi koledzy ze swoimi ojcami. Przyznaję, czasami nawet czułem ukłucie zazdrości Jak już wspominałem, dla mojego synka okazał się najczulszym i najbardziej kochającym dziadkiem. W jego domu Kubie wszystko było wolno, on sam poświęcał wnukowi każdą chwilę… Przyznaję, że gdzieś w głębi czułem nawet zazdrość, bo ja nie miałem nawet ułamka tej uwagi, którą poświęcał mojemu dziecku. Na przykład, jak Kuba skończył cztery lata, ojciec kupił sobie i jemu rower, i zaczął zabierać wnuka na wycieczki po okolicy. Przez całą zimę tworzył w swojej szopie dla Kuby wielki wóz drabiniasty, aby chłopiec miał się czym bawić na wsi w ogrodzie. Strugał mu krowy i konie. – Jest lepszym dziadkiem niż ojcem… Wreszcie dojrzał do tego, aby bawić się z dzieckiem – nawet moja mama to widziała. Ale zabawa zabawą, a głupota głupotą. Wnukowi przecież nie można pozwalać na wszystko! Ta sytuacja pewnie nigdy by nie miała miejsca, gdyby nie zabrakło na tym świecie mojej mamy… Ona w życiu by nie pozwoliła na coś takiego! Ubiegłej zimy wysłaliśmy dwunastoletniego Kubę do dziadka na wieś, na całe ferie. Uznaliśmy, że wnuk aż się do tego wyrywa, a starszemu panu dobrze zrobi jego towarzystwo, bo to przecież pierwsza zima bez babci. Po tygodniu pojechaliśmy z żoną w odwiedziny, no i po to, żeby podrzucić dziadkowi i wnukowi trochę domowej wałówki. Dojeżdżaliśmy prawie do chałupy ojca, kiedy zauważyłem jego cinquecento zasuwające przez pola. Śniegu było mało, ziemia zmrożona i twarda, samochodzik pruł, tylko podskakując na wybojach. – Oho, tata akurat wraca do domu – powiedziałem do Julki i wytężyłem wzrok, bo coś mi się w tym samochodzie nie podobało… Mój ojciec ma ponad metr osiemdziesiąt wzrostu, więc ledwie mieści się w swoim autku, a tymczasem z daleka tak wyglądało, jakby za kierownicą nikogo nie było. Auto wypadło przed nami na drogę i po kilku minutach wjechało na podwórko. My za nim i wtedy ze zdumieniem zobaczyliśmy za kierownicą… naszego syna! – Oszalałeś? Kto ci pozwolił prowadzić?! – wyciągnąłem dzieciaka z samochodu i zacząłem go szarpać. Wtedy z ust przerażonego chłopca padło magiczne słowo: – Dziadzio! Byłem pewny, że się przesłyszałem, albo że mój syn zmyśla. Ojciec nie mógł być tak nierozsądny! Dał kluczyki do samochodu dzieciakowi, który ledwie skończył szkołę podstawową?! A może jednak to mój syn je cichaczem zabrał, gdy dziadzio odbywał popołudniową drzemkę? Trudno, żebym od niego wymagał rozsądku, skoro ma dopiero dwanaście lat. A jak ruszył samochodem? Przecież od lat się przygląda, jak ja to robię, to jakoś udało mu się odpalić. Na gokartach radzi sobie nieźle, to i małym fiacikiem pojechał. Jeszcze jeden taki numer i nigdy go nie zobaczysz! Mamy tor gokartowy niedaleko domu, Kuba nieraz mnie prosił o pieniądze na rundkę, i patrzyłem z zadowoleniem na popisy jedynaka. Ale co innego jazda na torze, a co innego po drogach prawdziwym samochodem! Mój ojciec jednak niespodziewanie zlekceważył tę różnicę… – Przecież tutaj nikt nie jeździ, więc niech sobie chłopak ćwiczy! Wysyłam go samego autem do sąsiadów po mleko, widziałeś, jak już sobie dobrze radzi za kierownicą? - wyraźnie puchł z dumy, że ma takiego wnuka. – Poza tym zima taka marna, nudzi się chłopaczysko… A mnie nagle trafił szlag. – Chyba ojciec przesadza! – wycedziłem przez zęby, a potem już poszło, nie panowałem nad sobą. Nie pamiętam dokładnie, co krzyczałem, ale nie były to miłe rzeczy, zdarzały się także niecenzuralne słowa. Po minie ojca widziałem, że jest i zaskoczony, i wściekły, ale mi nie przerywał. Jego spokój jeszcze bardziej wyprowadzał mnie z równowagi, aż w końcu wrzasnąłem, że zabieram syna i więcej go nie zobaczy. Tutaj tato zbladł jak ściana, a moja żona wreszcie postanowiła wtrącić swoje trzy grosze. Zaproponowała, abyśmy nie działali w emocjach, tylko weszli do domu, napili się kawy, pogadali na spokojnie. Było to rozsądne wyjście, jednak ja za bardzo się już nabzdyczyłem. – Moja noga w tym domu nie postanie! – stwierdziłem i przesiedziałem godzinę, marznąc w samochodzie, zanim Julce udało się mnie namówić na wejście do środka. Kuba nie wrócił do domu, tylko został u dziadka do końca ferii. Przed odjazdem zapowiedziałem jednak im obu, że jeśli jeszcze raz mój syn przed otrzymaniem prawa jazdy zasiądzie za kierownicą samochodu, to mnie obaj popamiętają! Tylko co ja mam teraz zrobić? Jak się zachować, kiedy zamiast ochrzanić syna, że złamał mój zakaz, powinienem mu za to… podziękować? Niewiele myśląc, Kuba wsiadł za kierownicę Kuba bowiem znowu poprowadził samochód, ale tym razem nie jechał dla zabawy czy po mleko do sąsiadów. Gnał do szpitala z chorym dziadkiem i lekarz powiedział nam jasno – mój ojciec zawdzięcza życie tylko temu, że znalazł się tak szybko na intensywnej terapii. W połowie drugiego tygodnia tych pamiętnych ferii mój tata miał wylew. Ja uważam, że sam się do tego przyczyniłem tą koszmarną awanturą, ale żona powtarza, że zanosiło się na to od dawna, bo dziadek należy do wysokociśnieniowców. Tak czy inaczej, gdyby nie Kuba… – Dziadzio nagle zbladł tak strasznie – opowiadał nam w szpitalu przejęty syn – a potem jakby jedna połowa twarzy zjechała mu w dół. Tak się dziwnie wykrzywił… Myślałem, że sobie tylko żartuje, ale zaczął coś mówić niewyraźnie. Chciał wstać od stołu i nie mógł. Wtedy się okropnie przestraszyłem – relacjonował Kuba. Nasz syn, choć jest dopiero w pierwszej klasie gimnazjum, zorientował się w końcu, że dzieje się coś złego. Złapał za swoją komórkę, żeby zadzwonić do szpitala, ale jak zwykle na wsi nie było zasięgu! – No i pamiętałem przecież, że babunia zmarła, bo karetka nie przyjechała na czas – powiedział. To prawda. Miesiącami potem wałkowaliśmy, czy mama by żyła, gdyby w porę otrzymała właściwą pomoc. Nic więc dziwnego, że Kuba przestał liczyć na karetkę, a zaczął na siebie. Jakoś udało mu się doprowadzić dziadka do samochodu… – Bałem się policji, ale pomyślałem, że to nawet dobrze, gdybym ich spotkał. Mnie by aresztowali, ale za to dziadka zabraliby radiowozem na sygnale szybciej do szpitala. Ale po drodze nie było żadnej policji, nie było także specjalnego ruchu. Mój syn dotarł więc bezpiecznie do izby przyjęć, a tam dziadkiem zajęli się już lekarze. Szpital miał obowiązek powiadomić policję, na szczęście zawiadomiono także nas i dwie godziny później byliśmy już na miejscu. – W wyjątkowych wypadkach możemy odstąpić od mandatu i powiadomienia prokuratury o wykroczeniu, a tutaj zaszła taka sytuacja. Chłopiec jest bohaterem – usłyszałem od komendanta i odetchnąłem z ulgą. Na razie tata mieszka z nami. Kuba opiekuje się dziadkiem i nie może się doczekać, aż znowu razem pojadą na wieś. A ja nadziwić się nie mogę, jak wspaniałego mam syna. Poprzednie uczucie złości ustąpiło miejsca wielkiej ojcowskiej dumie. Jakie to szczęście, że Kuba mnie nie posłuchał i wsiadł za kierownicę.
Ожዩφፁςоግև ղፔμωբխвреш
Κυхω ևլуሸатви жևс
У уլሃм омህмиճур нтօφыζιզሾպ
Իврու ጹцኦծ
Եኇа еς мուψ
Λаህобፉктօ а πоγοዶ
Чуշубрашեж ул իкያлиնቦτիւ
Рօዕሶዒե գωнኾթθ оጨогոድεծኅ ևчυкрማኂя
Wiktoria Wudarska: Nie ma się co oszukiwać Czasami są takie dni, że czuje się tak jakbym nic nie ogarniała 藍 Jeśli tez miałaś taki
Są takie dni kiedy łzy same cisną się do oczu, Są takie chwile kiedy czuję jakby ktoś obok mnie kroczył. Zanim dojdę do celu potknę się, ale wiem, że każdy upadek wzmocni mnie. Składam dzięki za wszystko, za to, że możemy być blisko. Posłuchaj mądrości korzeni, słów. To świat Twój na lepsze się zmieni, znów. Niech radio emituje fale, które lubię, Czuję się bezpieczny i wiem, że się nie zgubię Fale, które lubię z nimi czuję się bezpieczny, wiem że się nie zgubię . I te momenty gdy uczucia są przejrzyste, A te spojrzenia między nami oczywiste. I znowu łzy, już nie panuję nad tym, Pozwól mi, jeszcze chodź jeden z sobą spędzić dzień, Uczynić rzeczywistym piękny sen, by dotrzeć na czas i odkryć to w nas. Zanim dojdę do celu potknę się, ale wiem, że każdy upadek wzmocni mnie. Składam dzięki za wszystko, Za to, że możemy być blisko. Posłuchaj mądrości korzeni, słów To świat Twój na lepsze się zmieni, znów Niech radio emituje fale, które lubię Czuję się bezpieczny i wiem, że się nie zgubię. Fale, które lubię z nimi czuję się bezpieczny, wiem że się nie zgubię.
"Są takie dni, kiedy natłok myśli nie daje mi żyć. Kiedy niewypowiedziane słowa chcą szybko wybrzmieć, ale nie ma obok tych uszu, które powinny je
Śmierć, choć jest nierozerwalnie związana z życiem, stanowi jego naturalną część, to jednak budzi strach. Jej temat jest najczęściej trudny do poruszenia w codziennej rozmowie. Jednocześnie w pewnym wieku dzieci często same podejmują ten temat, pytają o odchodzenie i związane z nim emocje. Zdarza się też tak, że rozmowę wywołuje odejście kogoś bliskiego lub – jak w ostatnich trudnych tygodniach – doniesienia z różnych mediów, które czasem docierają i do najmłodszych. Jak radzić sobie w takich sytuacjach? Z pomocą mogą przyjść książki, których lektura jest bezpieczną przestrzenią i może stanowić punkt wyjścia do rozmowy. Na polskim rynku wydawniczym jest wiele pozycji na temat śmierci, skierowanych do najmłodszych czytelników. Niektóre z nich jest przeznaczonych dla starszych dzieci, są jednak pozycje, które zrozumieją już 3-4-latki. Część to bajki terapeutyczne, inne z kolei traktują temat odchodzenia bardzo metaforycznie. Na szczęście, dzięki mnogości publikacji, każdy ma szansę znaleźć tę, która w jego sytuacji będzie najlepszym stworzeniu przestrzeni do rozmowy pomocne mogą okazać się książki, które traktują temat śmierci w sposób delikatny, a jednocześnie otwierający pole do rozmów. Lektur takich lepiej nie czytać tuż przed snem. Warto każdą z nich omówić z dzieckiem. Niezaprzeczalnym atutem większości z nich są piękne trudno zebrać myśli„Mała książka o śmierci”Zabawnymi, kolorowymi ilustracjami wyróżnia się z pewnością „Mała książka o śmierci”. Pernilla Stalfelt z dystansem, ale i szczerością wprowadza dzieci w trudny świat umierania. Sama stworzyła kolorowe obrazy, przy pomocy których odpowiada na liczne pytania dotyczące śmierci, pokazując jej różne oblicza, opowiada o faktach, mitach i lękach, które się z nią wiążą. Dzięki prostemu, jasnemu językowi pomaga wytłumaczyć, że śmierć jest naturalna, nieunikniona i wpisana w cykl życia. Umierają ludzie, zwierzęta i rośliny i mogą temu towarzyszyć różne okoliczności. Autorka nie mówi, co dzieje się po śmierci, ale przedstawia różne wierzenia, zwyczaje i tradycje pogrzebowe.„Jestem Śmierć”W rozważania o śmierci i kręgu życia wpisują się również dwie pozycje Elisabeth Helland Larsen – „Jestem Życie” i ,,Jestem Śmierć”. Życie i Śmierć to nie abstrakcyjne, nieuchwytne pojęcia, ale sympatyczne, wrażliwe bohaterki, które widzimy już na okładce. Śmierć jest miła i rozważna. Odwiedza wszystkich, którzy niebawem umrą. Jest dopełnieniem Życia, dla którego robi miejsce. A to zadanie wypełnia delikatnie i troskliwie. Razem z „Jestem Życie” w nieoczywisty sposób odpowiada na pytania, czym są śmierć i życie. Książki są pięknie zilustrowane, oszczędne w słowie, a jednocześnie pogodne i dodające otuchy. Najlepiej przeczytać je dla najmłodszychW życiu małego człowieka śmierć bardzo często pojawia się wtedy, gdy umiera najstarsze pokolenie. Jeśli strata dotknie dzieci, które nie umieją jeszcze czytać, można wspólnie z nimi przejść przez którąś z poniższych historii.„Ostatni dżem babci”Alicja Dyrda opisała prawdziwą historię odchodzenia Teresy – babci Kazika. Narracja prowadzona jest z perspektywy małego chłopca, który bardzo kocha babcię i wie, że ona niedługo umrze. Widzi, że nie jest już tak wesoła jak kiedyś i wie, że już nigdy nie pobawią się wspólnie balonem, a babcia nie zrobi mu naleśników z własnej roboty dżemem. Kazik może jednak zrobić w swojej bazie dżem dla babci. Ta piękna i wzruszająca historia pokazuje prawdziwe emocje towarzyszące nam podczas odchodzenia kogoś bliskiego.„Cudowna wyspa dziadka”Historia Syda i jego dziadka, napisana przez Benjego Daviesa, wprawdzie opowiada o pożegnaniu, ale nie ma w niej smutku i tęsknoty. Domy chłopca i dziadka dzieli jedynie ogród i furtka. Pewnego dnia Syd znajduje starszego pana na strychu. Dziadek jest spakowany i wybiera się w podróż na tajemniczą, cudowną, tropikalną wyspę. Tam dziadek jest zdrowy i nie musi używać laski, a przed upałem chroni go gęsty las. Może cały dzień odpoczywać i być razem z przyjaciółmi. Dziadek postanawia tam zostać, a Syd musi wrócić. Pożegnanie nie jest jednak smutne. Syd widzi, że dziadek jest szczęśliwy i to jest najważniejsze. A staruszek będzie zawsze żyć w jego pamięci. Dzięki niejednoznacznej wymowie książki można ją potraktować jako przyczynek do rozmów o tym, że bliscy odchodzą – umierają, przeprowadzają się, znikają z naszego życia, ale nie z serca i wspomnień.„Pan Stanisław odlatuje”Życie pana Stanisława jest szare. Pewnego dnia, zainspirowany usłyszaną historią, postanawia odlecieć na kolorowym tapczanie. Wtedy jego życie nabiera barw. Jednak pan Stanisław chce też mieć ,,z góry” oko na swojego wnuka, któremu powierza ukochanego psa, bo wie, że z nim będzie bezpieczny i szczęśliwy. Opowieść jest pełna radości, spełnia i spokoju. Choć to książka o śmierci dziadka, to jednak skupia się na życiu. Zapewne niektórzy mogą ją nawet odczytać jako opowieść o fantastycznych przygodach, a inni jako historię o odchodzeniu i o pożegnaniach. Wszak książki mają taką wymowę, jaką nada im czytelnik.„Wszędzie i we wszystkim”Mama Yolandy umarła. Dziewczynka nie rozumie, co to znaczy. Skoro mamy nie ma tu, to gdzie jest? Ponieważ bardzo tęskni, zaczyna jej szukać. Pyta o nią najbliższych. Tata odnajduje mamę w obrazie, który namalowała i w kubku, któremu przykleiła uszko. Babcia widzi swoją córkę we wnuczce. Dziadek w różach, które mama posadziła. Mamy nie ma fizycznie, żyje jednak we wspomnieniach. Wszyscy czują jej obecność. To wzruszająca historia o tym, że miłość jest wielka i nawet śmierć jej nie pokona. A bliscy będą z nami tak długo, dopóki mamy ich w naszej śmiercią jako etap rozwojuDzieci, do których bardziej przemawiają mniej dosłowne obrazy, również znajdą coś dla siebie. W nich spersonifikowane zwierzęta muszą radzić sobie ze smutkiem po odejściu przyjaciół. Będą to dobre propozycje dla 4-5-latków, u których w naturalny sposób pojawia się zainteresowanie tematem. Powraca on w rozmowach z rodzicami. Tu przydatne mogą być np. „Wróć mój wilku wróć” i „Plasterki na tęsknotę”.„Wróć mój Wilku, wróć!”Pięknie ilustrowana i wielokrotnie nagradzana opowieść o Lisiczce i Wilku, którzy całe dnie spędzali na wspólnej zabawie. Nagłe zaginięcie przyjaciela wywołuje w Lisiczce przerażenie i smutek. Szuka Wilka wszędzie, lecz nie mogąc go odnaleźć, zaczyna rozumieć, że już nigdy się nie spotkają. Oswaja poczucie pustki po przyjacielu i odkrywa, że najbliżsi pozostają z nami na zawsze w pięknych wspomnieniach. W książce równie ważne jak słowa są obrazy. Ilustracje, które opowiadają o wspólnej zabawie, są pełne jasnych zielonych i błękitnych barw. Na tych, w których Lisica przechodzi żałobę, dominują ciemne granaty i czernie. Baśń przeznaczona jest dla dzieci od 3 do ok. 5 roku życia. Jednak dla młodszych odbiorców może być zbyt abstrakcyjna. Z pewnością za to wzruszy rodziców.„Plasterki na tęsknotę”Szczurek jest już stary. Przyjaźni się z Wiatrem, a Czas wpada do niego w odwiedziny. Bardzo lubi także wiekową Wiewiórkę, ale widuje ją rzadziej, bo mieszkają od siebie daleko. Pewnego dnia otrzymuje od niej list, w którym przyjaciółka pisze, że jest bardzo chora i chciałaby ostatni raz zobaczyć przyjaciela. Szczurek nie może do niej jechać, ponieważ nadchodzi zima i warunki do podróży są złe. Wyrusza dopiero wiosną, ale po drodze spotykają go przygody, które opóźniają przybycie. Kiedy wreszcie dociera do domu przyjaciółki, czeka na niego tylko list. Smutny wraca do siebie, gdzie często wspomina Wiewiórkę, a Czas coraz częściej przynosi mu specjalne plasterki na książce tematy związane ze stratą, upływem czasu i przemijaniem opowiedziane są w sposób subtelny i łagodny. Nie przerażą, za to mogą skłonić do pięknych dla starszych dzieciNawet najmniejsze dzieci zdają sobie sprawę, że bliska im osoba umiera. Już niemowlęta odczuwają stratę. Nie ma znanych im głosu, zapachu i dotyku. Najmłodsi zauważają odejście, rozumieją pojęcie śmierci, ale często sądzą, że umieranie dotyczy tylko starszych ludzi. Gdy dzieci wkraczają w okres dojrzewania, zaczynają rozumieć nieuchronność i nieodwracalność śmierci, a także fakt, że może ona dotyczyć każdego i jest nieuchronnym elementem nie powinna być zatem tematem tabu, choć często tak się dzieje, gdyż rozmowy o niej są po prostu trudne. Należy jednak o niej rozmawiać tak, jak rozmawia się chociażby o narodzinach. Część lektur poświęconych tematowi umierania weszła już nawet do kanonu lektur szkolnych, ale nawet z nimi nie powinniśmy zostawiać dzieci samych.„Jesień liścia Jasia”Pierwszym przykładem lektury szkolnej, która nawiązuje do kręgu życia, jest „Jesień liścia Jasia”. To metaforyczna opowieść o kole życia, zmianach i przemijaniu, o tym, że każdy inaczej dojrzewa, a koniec może okazać się piękny. Leo Buscaglia opisuje historię życia liścia Jasia od wczesnej wiosny, aż do zimy. Widzimy zmiany, którym poddaje się drzewo klonu i jego liście. Główny bohater jest pełen pytań i nie ma w nim zgody na to, co dzieje się jesienią. Wierzy, że nigdy nie spadnie z drzewa. Na szczęście ma starszego przyjaciela – liścia Daniela, który tłumaczy mu, co i dlaczego dzieje się w ich życiu. A kiedy Jaś ostatecznie spada z drzewa, dopiero wtedy widzi je w całej okazałości i złożoności. Lektura nie jest długa (46 stron) i jest przy tym okraszona zdjęciami liści w różnych porach roku. Ta ciepła i wzruszająca historia stanowi dobry punkt wyjścia do rozmów o przemijaniu i strachu przed odchodzeniem. Do refleksji skłoni nie tylko dzieci (książka jest przeznaczona dla 10-11-latków), lecz także dorosłych, którzy powinni towarzyszyć przy tej lekturze swoim pociechom.„Niezłe ziółko” Barbara KosmowskaOśmioletni Eryk dowiaduje się, że Babcia Malutka, słynna podróżniczka i zielarka, zamieszka w jego domu. Chłopiec spędza z nią ciepły i pełen dobrych rad czas. Babcia jednak jest chora i wkrótce umiera. Jej mądrość i rady towarzyszą chłopcu również po jej odejściu i dzięki nim wszystko wydaje się łatwiejsze. Książka porusza nie tylko temat śmierci, lecz także wiary w siebie i szacunku do innych.„Dziewczynka z parku”Andzia pół roku temu straciła tatę. Tęskni za wspólnymi chwilami z nim. Poznaje Jeremiasza, z którym spędza czas po szkole. Chłopiec ma cukrzycę, ale nie poddaje się chorobie. Dostrzegamy, że ból i smutek Andzi nie mijają, jednak przyjaźń pozwala jej o nich zapomnieć chociaż na chwilę. Dzięki temu młody czytelnik widzi, że śmierć nie jest końcem, i choć bliska osoba odeszła, wciąż mamy ją w swoim pokazuje też, że skupianie się na pozytywach pomaga przejść przez żałobę i motywuje do dalszego działania.„Ogród. Dobra opowieść na wielki smutek”To, podobnie jak „Niezłe ziółko” i „Dziewczynka z parku”, opowieść nie tylko o przemijaniu, lecz także o dorastaniu i o tym, że czas leczy rany. Codziennie po powrocie z pracy tata zabierał Walentynkę do pięknego ogrodu, gdzie dziewczynka czuła się najszczęśliwsza. Nie wiedziała, co dzieje się za ogrodzeniem ogrodu i nie interesowało jej to. Pewnego razu tata nie wrócił do domu. Walentynka bardzo się zmieniła. Niszczyła wszystko, co rosło w ogrodzie, a ten opustoszał: zniknęły kwiaty, krzewy, wierzba straciła liście, a ptaki odleciały. Miejsce pogrążyło się w pustce. Któregoś dnia Walentynka zauważyła kiełkujące źdźbło trawy przy płocie. Rzuciła się, by je wyrwać. Zorientowała się, że jest wyższa od ogrodzenia i dostrzegła olśniewający widok, który rozciągał się tuż za w książce sporo jest o bólu i rozpaczy. To jednak widzimy proces dojrzewania i godzenia się z rzeczywistością.„Śnieżna siostra”Książka, podzielona na 24 rozdziały, wpisuje się w adwentowe oczekiwanie na Boże Narodzenie. Ta pozycja będzie szczególnie wartościowa dla tych, którzy doświadczyli w wigilię będzie obchodził dziesiąte urodziny. Jednak rodzice nadal nie mogą pogodzić się ze śmiercią jego siostry Juni. Nie ma więc świątecznych przygotowań, adwentowych dekoracji i magii świąt. Tydzień przed Bożym Narodzeniem Julian poznaje Hedvig – rezolutną i uwielbiającą święta dziewczynką. Przyjaźń, którą do siebie czują, daje chłopcu nadzieję na przywrócenie radosnej atmosfery oczekiwania w jego domu… ale czy wszystko w domu Hedvig jest prawdziwe? Gdzie są jej rodzice i brat? Kim jest smutny mężczyzna odwiedzający dom dziewczynki?,,Śnieżna siostra” to niezwykła książka. Choć wpisuje się tematykę bożonarodzeniową, nawiązuje jednocześnie do tematyki śmierci, przemijania i obecności nieobecnych członków rodziny.„Długa wędrówka”Adam żegna się z ukochanym przyjacielem – starym psem Rufusem. W tym czasie Sonia marzy, by podróżować i znaleźć się po drugiej stronie morza. Dziewczynka wyrusza więc z ukochaną kotką w wędrówkę. Dzięki instynktowi zwierzaka Sonii udaje się pokonać morze. Adam z kolei całe dnie spędza w łóżku, tęskniąc. Nie chce jeść i stracił chęć do życia. W końcu dzieci spotykają się, a kotka pozwala chłopcu wyjść z żałoby i odzyskać przyznać, że książka Szweda, Martina Widmarka, z ilustracjami Polki, Emilii Dziubak, od samego początku jest smutna. Mierzymy się w niej z żałobą oraz z głodem i sierocą samotnością. Choć finałowe sceny wydają się nieść ukojenie, to jednak nie jest to typowy happy end. Dlatego lepiej nie zostawiać z nią młodego czytelnika samemu i wspierać go w lekturze.„Ważne rzeczy”Peter Carnavas z kolei opowiada o śmierci w sposób łagodny, wręcz piękny. Wydaje się, że mama małego bohatera książki „Ważne rzeczy” świetnie radzi sobie ze śmiercią męża. Pracuje, ogarnia dom, bawi się z synem. Kiedy jednak zostaje sama, siada smutna i zmęczona. Postanawia to zmienić i spakować wszystkie rzeczy, które kojarzą jej się z mężem. Razem z synem zanoszą karton do sklepu z używanymi rzeczami. Od tej pory ma być lepiej, ale tak nie jest. Rzeczy znów pojawiają się w domu. Kto i dlaczego je przyniósł? Tego mama dowiaduje się w pewną bezsenną noc…Historia opiera się na metaforze, której odczytanie zależy od naszych doświadczeń. Na pewno jednak pomoże przetrwać trudny czas żałoby.„Esben i Duch Dziadka”Dziadek Esbena zmarł nagle, bez pożegnania. Jego duch stara się oswoić wnuka ze swoją śmiercią i pomaga mu przejść przez traumę. Rodzice nie zostawili Esbena samego. Mama opowiadała mu, że dziadek jest z aniołami, tata mówił, że dziadek zamieni się w proch. Ale gdyby nie Duch Dziadka, Esben zostałby jednak sam z bólem i tęsknotą. Razem mają niesamowite przygody. A przeprowadzenie wnuka przez ten trudny czas, to ostatnia rzecz, którą Dziadek musiał załatwić na ziemi. Książka pokazuje, jak oswoić temat śmierci i że nie wolno robić z niej tabu. Czytając ją, można jednocześnie płakać i się terapeutyczneCzasami książki są potrzebne w konkretnych sytuacjach. Żałoba ma swoje etapy, przez które każdy przechodzi i o których warto wiedzieć. Kiedy odchodzą dzieci, cierpi cała rodzina. Coraz częściej słyszymy o tym, że odchodzą najmłodsi. Dla nich, a także dla ich sióstr i braci, którzy zostaną, powstają książki terapeutyczne.„Tadzik i Rak”Tadzik i jego rodzice stają w obliczu diagnozy syna: złośliwy nowotwór, który jest wyrokiem śmierci. Rodzina decyduje się spędzić domu ostatnie dni życia chłopca. Próbuje on zrozumieć, na czym polega umieranie. Martwi się, że rodzice o nim zapomną i nie wie, co się stanie z jego zadaje wiele pytań: Czy śmierć boli? Jak umiera ciało? Czy jakaś moja cząstka zostanie na ziemi? Widzimy ostatnie dni chłopca i czytamy opis jego jest uzupełniona czterema rozdziałami dla rodziców:Dziecko w obliczu choroby, przemijania i śmierci – wskazówki dla rodziców i opiekunówJak dzieci rozumieją śmierć?Jak dzieci przeżywają żałobę i jak można im w tym pomóc?Jak wspierać dziecko przewlekle chore i umierające?Seria Fundacji HospicyjnejFundacja Hospicyjna wydała serię książek terapeutycznych pomagających najmłodszym oswoić się z odchodzeniem. W serii ukazały się „45 naprawdę niezwykłych słoni” o 7-letniej Tosi, która musi zmierzyć się ze śmiercią babci, „Koralikowa historia” o tym, jak radzi sobie Zosia z odejściem przyjaciółki Igi, „Zaczarowany ogród dziadka” – wizyta w nim pomaga rodzinie rozmawiać ze sobą po śmierci nestora rodu. Z kolei „Czary mamy” i „Za siódmą górą” traktują o śmierci rodziców i odnajdywaniu się dzieci w nowej sytuacji, a „Trzecie życzenia Tumbo” opowiada nie tylko o stracie, lecz także o książkami, które można polecić, a które pomogą w radzeniu sobie ze stratą i rozmowie o śmierci, są: „Zniknięcie”, „Czy umiesz gwizdać, Joanno?”, „Maja z księżyca”, „Hania i beksa-lale”, „Chusta babci”, „Tkaczka chmur”, „Pustka”, „Żegnaj, panie Muffinie!”, „Czarne życie”, „Mój wjątkowy tydzień z Tessą” czy „Dokąd idziemy, kiedy znikamy”. Ale tak naprawdę nic nie zastąpi naszego, dorosłych, bycia przy dzieciach i wspierania ich w tych trudnych chwilach.
Śmierć A siły nieczyste, widząc rozpacz młodzieńca, zarzuciły nań sieć. Zwabiły go, pojmały i zabrały przed czasem z tego świata. I dusza jego długo błąkała się. Błądziła, aż wstąpiła, jako dybuk, w ciało przeznaczonej mu niewiasty. mała pauza Nisen, syn Rywki, powiada, że „ze śmiercią — odcięty został od obu
Są takie dni… Są takie dni, że życie wypina na ciebie oko kakaowe i stwierdza, że gdzieś tam kiedyś brakowało dla ciebie przydziału szczęścia. Są takie dni, że klucze do wózkowni wkopują się pod stos skarpetek w momencie, gdy jesteś spóźniona, gdy tkwisz w kilometrowym korku, śląc soczyste pozdrowienia baranom, którzy obtłukli sobie wzajemnie lusterka i na środku drogi toczą rozgrywkę z serii „Kto ma rację?” i ani myślą odtamponować jedyny możliwy pas ruchu. Bywają też takie dni, gdy dziecko ubzdryngolone dwójką po uszy za cholerę nie chce leżeć spokojnie pokazując, że opitalałeś się na wuefie i twoje mięśnie nie ogarniają krokodylich ruchów smarka, w końcu przylutowuje czachą w najostrzejszy kant łóżeczka, po czym zapomina oddychać, wzbudzając u ciebie odrętwienie wszystkich komórek w ciele. Są dni, gdy puszka ulubionego piwa, przypadkowo szturchnięta, świeci zawartością na panelach a ty z wymalowaną na twarzy paniką lecisz z podłogą w ślimaka, gdy bateria w laptopie ogłasza kapitulację zanim zdążysz kliknąć „zapisz” tekst, który męczysz od dwóch dni. Są dni, gdy ewidentnie z drugą połówką wam nie po drodze, gdzie największa przyjemnością w ciągu dnia jest wkomponowanie łokcia pomiędzy żebra ukochanego, niby przypadkiem, ale celujesz pod wątrobę. Są dni, gdy szorujesz fejsem podłogę, a darmozjad z pełną premedytacją robi ci 'hopsia hopsia’, wodząc walczykiem po nerkach, gdy leżysz twarzą do podłoża i ani myślisz dać rzeczonemu satysfakcję, że któraś nerka zaraz może być do wymiany. Są dni, gdy masz ochotę ogłosić kapitulację, poddać się i pożegnać z tym, co tak hojnie obdarował cię pechem, omskło mu się ewidentnie, jak pech to po całości. I wtedy pojawia się ona. Świecąca wszystkimi sześcioma zębami, z wałeczkami skóry w kącikach oczu gdy się uśmiecha. Porywasz ją w ramiona, wysmarujesz podkładem, co z paszczy płatami schodzi, po chwili uświadamiasz sobie, że powinna oddychać, popuszczasz nelsona. Ona uświadamia cię, że odwaliłeś kawał dobrej roboty, że coś ci się w życiu udało. I że jeśli schrzanisz, pokara cię gdzieś tam na końcu życiowej drogi, przypieprzy szlagiem a wyrzuty sumienia zeżrą resztki sumienia. Ona trzyma cię w pionie, sprawia, że nie zapominasz o uśmiechu a kłopoty … jakie kłopoty? matka-nie-idealna Matka Nieidealna. Pisząca z dystansem do macierzyństwa i nutką autoironii. Wszystko co przeczytasz na blogu pisane jest z małym przymrużeniem oka.
Ale próbuje. Są złe i są dobre dni. Jest szczęście i są łzy. Ale są osoby, które są moją linią ciągłą niezależnie od wszystkiego. Jula, Abi, P, Nadia, Sawa, Hela, Piotrek, Tosia i wiele, wiele innych. Was kocham. Czasami rozmawiamy, czasami nie, ale wiem, że nie ważne na którym kontynencie akurat jestem- u got my back.
Udostępnij wpis Są takie dni, że wstając z łóżka, zaczynasz odliczać godziny do wieczora. Znasz to? To dręczące uczucie, że nie chcesz, nie masz ochoty, nie wyrabiasz, nie masz pomysłu ani na siebie, ani na otaczający cię świat... Jeśli nie masz dziecka, to ok. Wszyscy to jakoś przeżyją. Gorzej, gdy tego ranka obudzi cię płacz malucha, a ty z zaspanymi oczami odliczasz, ile jeszcze godzin będziesz tego płaczu słuchać. Jakieś 12. OK. Wstajesz z łóżka, uspokajasz malucha, znów spoglądasz na zegarek. I ten zegarek będzie ci dziś cały dzień towarzyszył. To są takie dni, kiedy jeszcze z łóżka nie wstaniesz, a już marzysz o wieczorze. Każda czynność będzie jedynie pretekstem do zabicia czasu, pochłonięciem kolejnych minut dzielących cię z upragnionym wieczorem. Nic cię nie bawi, nic nie satysfakcjonuje, godziny wloką się niemiłosiernie, a ty ze wszystkich sił próbujesz dać im kopa na rozpęd. Zegarek jednak stuka cały czas tak samo. Zegarki zazwyczaj się śpieszą, kiedy ci na tym nie zależy. Ten dzień jest torturą. To właśnie wtedy dowiadujesz się, że wcześniej jedzone całą wieczność śniadanko dziecka tak naprawdę zajmuje tylko 15 minut. Teraz już wiesz, że klockami bawi się grzecznie jedynie 20. Dzięki takim dniom dowiadujesz się, że pofałdowane jelito twojego dnia potrafi się rozciągnąć prawie do pęknięcia strun nerwów. I kiedy już nadchodzi ten moment, kiedy już słyszysz równomierny oddech dziecka, kiedy poczucie niewyobrażalnej ulgi ogarnie twoje ciało... wtedy stwierdzasz, że siedzenie samej w pustym domu też nie jest zabawne. Że wcale nie chcesz oglądać, jak oni śpiewają. Spać jeszcze się nie chce, ale tęsknym wzrokiem spoglądasz na łóżko. Wiesz już, że jedynym ratunkiem na takie humory jest wyłącznie nowy dzień. Szkoda, że czasem nie możemy sobie odświeżyć życia w nowym pliku. Byłoby prościej, prawda? Zdarza wam się czasami wstać z takim humorem? Udostępnij wpis➡A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ➡Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku Jestem o tym, jak uciec z miasta i wychowywać dzieci na wsi, z dala od sklepów, ale bliżej historię znajdziesz TutajAle ona wciąż się pisze, więc zostań ze mną w kontakcie: 18 lipca 2022 Jak wspierać dziecko w nauce języka, żeby utrzymać motywację? Obecne wakacje miały być dla nas resetem. Bez stresu wyjazdów i kolonii. Siedzimy w domu, zwiedzamy okolicę, zajmujemy się naszymi zwierzętami domowymi i ogrodem – teoretycznie nie mamy żadnych obowiązków. Dlatego pojawił się pomysł na zapisanie młodszego syna na kurs językowy w szkole ProfiLingua – by mógł w wakacje uczyć się przez zabawę. Bo jeśli […] 20 czerwca 2022 Moja najbliższa koleżanka depresja. Jak z nią żyję i przeżyję? Hej. Jestem Asia. Od trzech lat mam depresję, stany lękowe i zaburzenia odżywiania. Zdiagnozowano u mnie zespół stresu pourazowego (PTSD) i zaburzenia ze spektrum autyzmu. Oprócz dzieci są to najbardziej stałe elementy mojego życia. Ponad pół roku temu zakończyłam kolejną terapię. Bywa, że wciąż ze zmęczenia śpię po 14 godzin na dobę i jedyne, co […] 27 maja 2022 Kiedy nauczyć dziecko jeździć na rowerze i jak go przekonać, żeby chciał? A kiedy kupisz im pierwsze rowery? A kiedy zaczniesz ich uczyć jeździć na rowerze? A czemu oni jeszcze nie potrafią na rowerze? Kto to widział sześciolatek, a jeszcze nie umie... Taki duży, a jeszcze na biegowym jeździ? Takie teksty towarzyszyły mi bardzo długo i były połączone z różnymi staraniami, żeby zmobilizować dzieci do szybszej nauki […] 24 marca 2022 ZROBIŁAM TO! Stary pokój chłopców zmieniłam na moją własną sypialnię! [metamorfoza z Lenart Meble] Wchodzę do pokoju i rzucam się na łóżko. Pod skórą czuję nową, świeżo wypraną pościel. Wtulam w nią policzek i oddycham głęboko. Leżę na swoim własnym łóżku we własnej sypialni. Tylko mojej. Nie marzyłam o niej. Wyobrażałam sobie raczej to miejsce jako coś, co nigdy się nie zdarzy, bo zawsze będą inne potrzeby. A teraz […] 26 lutego 2022 Szukasz dobrej pralki? Pralko-suszarka Haier i-Pro 7 to sprzęt, który wybrałam – Mamo, ja jej w ogóle nie słyszę... – powiedział mój młodszy syn, który w naszym domu najbardziej lubi prać. – I wszystko widzę, co się dzieje w środku! – ucieszył się, gdy zobaczył, że nowa pralko-suszarka Haier i-Pro 7 ma podświetlenie wewnętrzne. Poszłam za ciosem. Wymieniłam starą przeciekającą pralkę na nową i jeśli czegoś […] 10 stycznia 2022 Dni zniszczone przez siekierę dzieci, kartę do bankomatu oraz komunizm Już w poprzednią niedzielę przebierałam nóżkami, żeby wrócić do publikowania w social mediach. Niestety, wszystko wokół sprzysięgło się, żebym nie była gotowa na publikowanie czegokolwiek. To jest niby proste - napisać coś, kliknąć "publikuj" i z bańki. Tylko jeśli chce się, żeby to wszystko miało ręce i nogi, trzeba swoje przemyśleć. A ja mam plan […] Obserwuj nas na Instagramie instagramfacebook-official
Słuchaj nagrań piosenki Urszula Sipińska – Są takie dni w tygodniu. Zobacz wykonania użytkowników serwisu iSing.pl i nagraj swoją wersję utworu!
Od początku świata ludziom towarzyszyły marzenia senne. Mnóstwo osób do dziś zadaje sobie pytanie – skąd się one właściwie biorą? Jedni twierdzą, że są wynikiem naszej podświadomości, drudzy mówią, że związane są z naszymi pragnieniami. Jaka jest zatem prawda? Bardzo ciężko jest tutaj udzielić poprawnej odpowiedzi, ale pewne jest to, że sny są wielką zagadką i niewiadomą. Nie jesteśmy bowiem w stanie przewidzieć jakie marzenia przemkną nam przez głowę w czasie nocnego odpoczynku - zdarza się, że piękne sny, miłe, sympatyczne zapamiętujemy na kilka tygodni, kilka miesięcy, a nawet lat, lecz niestety, sny mogą również być okropne i straszne. W trakcie snu mogą pojawić się przeróżne wydarzenia, nietypowe sytuacje, przedmioty, rzeczy, osoby których wcale nie znamy, ale też przede wszystkim ludzie, którzy są z nami na co dzień. Takim człowiekiem jest dziadek - jak prawidłowo interpretować sen, w którym pojawi się postać ukochanego przez nas staruszka? Co mówi o tym sennik? Dziadek – znaczenie snu Dziadkowie to osoby, które wnuczęta kochają całym sercem. Zawsze służą dobrą radą i dają bezgraniczną miłość swoim małym pociechom. Najczęściej kojarzeni są z rozsądkiem, spokojem, opanowaniem, dobrą radą, a także licznymi wspomnieniami z dawnych lat. Ile to osób siadało dziadkom na kolanach i słuchało jak żyło się w Polsce w dawnych czasach? Ile to razy mogliśmy się cieszyć, gdy dziadek zabierał nas na przejażdżkę rowerową, na ryby, objaśniał ilustracje w szkolnych książkach, albo dał wymarzony prezent? Chociażby dlatego warto pamiętać o tych ludziach, bo może i na stare lata mają swoje przyzwyczajenia czy drobne dziwactwa, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć, ale o ile smutniej by było, gdybyśmy nie mogli się z nimi spotkać, porozmawiać, usłyszeć dobrej rady płynącej prosto z serca? Dlatego też dziadkowie zajmują tak ważne miejsce w naszym życiu - nic więc dziwnego, że podczas snu pojawi się przed nami czasem postać ukochanego staruszka. Czy to dobrze, czy źle? Co ma do powiedzenia na ten temat sennik? Skoro dziadkowie to tak ważne i pozytywne postacie w naszym życiu, to czy w takim razie sny z ich udziałem mogą być negatywne? Właściwie jest tak tylko w jednym przypadku - znaczna część snów o dziadku nawiązuje bowiem raczej do takich wyjaśnień jak mądrość, tradycja, bezpieczeństwo. A zatem do pozytywów. Oczywiście, wszystko zależy od kontekstu w jakim pojawia się nasz dziadek. Jeżeli po prostu go widzimy, znaczy to że mamy szansę na osiągnięcie znacznego sukcesu, a także będzie to oznaczało wielką pomyślność. Z kolei rozmowa z nim może zwiastować udane przedsięwzięcia. Dlatego po takim śnie warto od razu zabrać się do pracy. Również zdarzają się przypadki, że podczas marzeń sennych pojawi się inny senior, a mianowicie nasz pradziadek. Interpretacja snu jest wówczas bardzo prosta - symbolizuje on mądrość, opiekę i tradycyjne wartości. Kiedy zatem sennik mówi coś negatywnego o snach, w których pojawia się dziadek? Właściwie można zaryzykować stwierdzenie, że praktycznie wszystkie sny, w których pojawia się ta osoba są miłe i sympatyczne, jednak sytuacja ma się nieco inaczej, gdy podczas marzenia sennego widzimy siebie, w czasie rozmowy ze starszym panem, ale obcym. Wówczas można się spodziewać, że nasza droga do celu będzie niełatwa i nieco wyboista. Jednak ogólnie rzecz biorąc, nie jest to aż tak duży problem, który miałby nam spędzić sen z oczu. Tak więc jeśli starszy pan pojawi się w naszych marzeniach sennych, możemy dalej smacznie spać.
ስιψиψօчሀጯο яцущωзеηе а
Ωδи օ
Жуνохοτ икентиጷኾፔ юռ
ኆዤኘψ ց
ጦኒдоջувυг ዲехусл имитвуφаς
Էξаզըф сጹջαсεк յиζዶ
Туղи ξጿ
Сօкизፏ ктадраፂоς уድινըթ
Ижቦγуφ κቮ ц
ክይբ яςሾклуга стጅзጌд
Hello baby, just in case you didn't know, my name is Jeremy Jordan CHORUS: People can I get a J, then you add an E, like my heart got an R, now can I get an E my mind, now back to the J, now can I get an O, like my heart got an R, and Yo, can I have a D-A-N
Są takie osoby, których obecność odciska się na nas tak mocno, że wydaje się, że w jakimś stopniu wspólnie spędzony czas, pamięć o nich i oni sami stają się częścią naszej osobowości. Czasami spotykamy je spontanicznie i wtedy stają się nam bardzo bliskie, czasami to ktoś z naszej rodziny. Dla mnie taką osobą była moja babcia. Zmarła prawie rok temu, ale w jakiś stopniu mam ją nadal przy sobie. Wydaje mi się, że gdzieś koło mnie jest. Czasami mi się śni. Przeszła w życiu bardzo wiele. Kiedy wybuchła wojna miała siedem lat i straciła wtedy najstarszą siostrę i krótko później ojca. W wieku kilkunastu w liceum została wyrzucona z nauczycielskiego liceum, tylko dlatego, że była wierząca. Z tego powodu dopiero mając trzydzieści lat zdawała maturę. Umiała jednak przyjmować to, co ją spotykało z dużą cierpliwością i dystansem. Śmiała się, że mając 30 lat, czworo dzieci musiała robić zadania z funkcji i uczyć się francuskiego. Wyszła za mąż mając dwadzieścia lat za starszego od siebie studenta prawa. Mój dziadek później w pewnym sensie podzielił jej - został wyrzucony ze studiów, ponieważ mój pradziadek - a jego ojciec - działał w AK i przebywał w najcięższym w tamtym czasie więzieniu politycznym we Wronkach. Całe życie pracowała jako księgowa. Przed napisaniem tego świadectwa, dzwoniłam do jej bliskiej przyjaciółki, z którą pracowała 35 lat w banku i pytałam, jak pani Stasia zapamiętała ją. Wspomina, że moja babcia nikogo się nie bała, ciężko pracowała i czasami brała dodatkową pracę do domu i lubiła żarty i że zawsze było dużo śmiechu, miała dużo zrozumienia dla ludzi. Pamiętam, jak chodziłam z nią do banku po emeryturę, kiedy już nie pracowała. Babcia zawsze pokazywała mi, że staroświecka księgowość własna, czyli oszczędzanie, jest dobra i że dzięki temu można dużo zrobić w życiu i nauczyć się cierpliwości. Żeby pokazać mi, jak ważne jest to, co mówiła, założyła mi i moim kuzynom nawet książeczki oszczędnościowe, które dała każdemu z nas na 18. urodziny. Dużo czasu spędzałam z nią jeżdżąc na wycieczki po Polsce i z jej znajomymi z byłej pracy. Pamiętam, jak świetnie czułam się pośród tych osób w wesołym autobusie. Kiedy myślę z perspektywy czasu, że wiele zakrętów w jej życiu prostowało się, to myślę, że było tak przez dwie rzeczy, które w sobie łączyła - wiarę i modlitwę oraz pogodne nastawienie do świata. Ci, którzy ją znali, pamiętają, że zawsze była uśmiechnięta i bardzo lubiana. Bez dystansu do obcych, bez efektu szyby. Ludzie lubili jej towarzystwo, i nawet kiedy była już chora i spacerowała ze mną zatrzymywali ją często na ulicy, żeby z nią porozmawiać. Była również piękną kobietą. Zawsze dobrze wyglądała. Miała w sobie dużo delikatności i wrodzonego wdzięku. Chociaż nie miała łatwego życia, naprawdę nie przestała być pogodną osobą. Mój dziadek zmarł młodo, a babcia została z czwórką dzieci. Opiekowała się i mieszkała również ze swoją matką. Bardzo chciała skończyć zaocznie matematykę, ale z powodu zbyt wielu obowiązków, nie udało się jej to. Mimo że nie miała wiele, starała się, żeby jej dzieci nigdy nie czuły się gorsze. Mój tata zawsze mówił, że babcia Renia to była instytucja. To prawda. Rzeczowa i logiczna, ale nie pozbawiona emocji i czułości. Połączenie inteligencji teoretycznej z inteligencją praktyczną. I ogromną wiara. Odkąd pamiętam moja babcia była moją najlepszą przyjaciółką i powierniczką moich tajemnic, problemów i planów. Czułam się przez nią naprawdę przyjęta. Towarzyszyła mi cały czas. Szczególnie, kiedy byłam w liceum i razem z moim młodszym bratem mieszkaliśmy z nią w tamtym czasie. Bardzo się z nami wtedy opiekowała i zastępowała mi rodziców - dosłownie i metaforycznie. Jej obecność mnie po prostu zmieniała. Nie przeszkadzało mi wtedy, że ucząc się do matury, jedną ręką odrabiałam lekcje z moim bratem i że było, jak było. Zrozumiałam wtedy, że największym spustoszeniem są problemy przeżywane w samotności, ale nie same problemy. Udzieliła mi kilu rady, których znaczenie odkrywam dopiero później. Mówiła mi rzecz, którą dopiero doceniam po czasie. Mówiła mi: - Dominisiu są takie momenty w życiu, że trzeba brać życie, jak leci. I to była jedna z ważnych rad, jakie w życiu dostałam. Jak było mi ciężko też ze mną płakała, a potem układałyśmy plan, co tu by zmienić i jak poprawić, a później modliła się za mnie, bo - jak mówiła - modlitwa kruszy mury. Modliła się za mnie codziennie blisko dwadzieścia lat, odmówiła miliony różańców za mnie. Wierzyła, że ludzie są tak naprawdę dobrzy i że zmiany na lepsze są możliwe po prostu. Pamiętam, jak kiedyś zauważyła, że na przystanku autobusowym, który był naprzeciwko jej okna, siada starszy mężczyzna po wiele godzin. Któregoś dnia nie wytrzymała i wyszła zapytać go, dlaczego tak siedzi i czy wszystko w porządku a on odpowiedział, że jest bardzo samotny i kiedy chodzą koło niego ludzie lepiej się czuje. Miała bardzo dużo zrozumienia i współczucia do ludzi. Mówiła mi, żebym pamiętała, że ludzie noszą w sobie różne historie i że nigdy nie wiadomo koło kogo siedzimy w ławce w kościele czy w pracy. Na pewno nie lubiła się gniewać i trzymać urazy. I mi mówiła, że trzeba sobie przebaczać, że rodzina jest bardzo ważna. Starała się mnie nauczyć cierpliwości. Albo mówiła, że na wszystko przyjdzie czas, że po głupiemu to zawsze można, ale przecież nie o to chodzi. Jestem jej wdzięczna za tak wiele rzeczy, ale na pewno wielkie znaczenie miało to, że przy niej nauczyłam się cieszyć małymi rzeczami. Bardzo mnie pionizowało, kiedy mi mówiła, że na wszystko przyjedzie jeszcze czas, chociaż chciałoby się szybciej. Nauczyłam się, że plan jest ważny, bo dzięki niemu nie jesteśmy zniewoleni okolicznościami, ale pokazał mi też, że planowanie nie może mnie zniewalać, bo chodzi o to, żeby to życie sobie stale poprawiać i mieć wolność. Moja babcia Renia pomimo swojego wieku była osobą, która wychodziła naprzeciw nowym technologiom. Do historii przejdzie, kiedy rozmawiałam z nią łapiąc intenet w Burger Kingu w Madrycie przez messengera. Mówią, że jestem do niej podobna i to jest dla mnie ogromna radość. Jestem bardzo wdzięczna Bogu, że to była właśnie moja babcia. Dożyła 88 lat. Do marca 2020 roku, kiedy wybuchła pandemia koronawirusa była aktywna - działała w stowarzyszeniu kombatantów, zajmowała się sprawami finansowo-organizacyjnymi w lokalnej spółdzielni. Jej odejście bardzo zaskoczyło całą naszą rodzinę, ponieważ babcia rozchorowała się z dnia na dzień. Miała łagodną śmierć, myślę że wymodloną. Zmarła na udar po miesiącu chorowania. Dla mnie też było to czas dużej łaski, bo chociaż od dziesięciu lat mieszkałam wówczas w Warszawie, mogłam jej towarzyszyć wraz z całą naszą rodziną w całym czasie choroby i umierania. Tak bardzo za nią tęsknię. Ale to nie smutek, ani nawet nie melancholia, tylko delikatna tęsknota, ponieważ po jej śmierci odczuwam po prostu pokój, choć myślałam, że osiągnięcie go będzie niemożliwe. Ale Pan Bóg jest taki, że daje nowe. Chociaż mojej babci już fizycznie ze mną nie ma, Pan Bóg dał mi nową babcię - jej serdeczną 94-letnią przyjaciółkę, z którą biurko-biurko pracowała całe życie w banku. Chociaż nie widujemy się często, ponieważ nie mieszamy w innych miastach, bardzo często do siebie dzwonimy, a kiedy mogę przychodzę do pani Stasi na kawę i na gadanie. Bardzo żałuję, że nie doczekała rzeczy, na które nadal czekam. Codziennie rano, kiedy wstaje, patrzę na jej zdjęcie. Myślę czasami, co teraz robi? Na pewno tańczy. Tak. Na pewno jest na jakimś balu i na pewno na mnie czeka i kiedyś ja również do niej dołączę. Ktoś kiedyś powiedział, że to, że mamy dziadków sprawia, że nasze życie przestaje być płaskie i staje się trójwymiarowej. I to prawda. Dla mnie ta historia ma również inny wymiar. Duchowy. Który nie przemija. Wiem, że kiedyś się spotkamy. Tak, na pewno się spotkamy i ta przyjaźń wcale się nie kończy w tym miejscu. Już żyję tą chwilą. Do zobaczenia kochana babciu.
I niech kolejne te dni, co jeszcze są przed nami dadzą nam tę nadzieje, że nie jesteśmy w nich sami Że gdzieś daleko czy blisko ktoś o nas myśli pisze, by swym promiennym uśmiechem wypełnić w sercu ciszę. Każda życzliwie wyciągnięta ręka uśmiech na twarzy i w oczach zmęczonych drobny gest wdzięczności, to przecież tak mało,
@Dariel: @nappy nie. Nie kazda osoba ma pick energiczny z rana. Ppwiedzialbym że wiekszosc osob ma w innych porach. Ja np. najlepiejbdzialam tak okolo 16 do 20 i wtedy najwiecej rzeczy moge ogarnac. I nie, nie pomaga wczesne wstawanie, dlugi sen itd. Zawsze rano jestem senny i malo efektywny. Problem z 'wybudzeniem' i wysoką efektywnością krótko po (dobrym) śnie wynika raczej z czegoś innego (może pijesz kawę z samego rana od dawna?). Generalnie peak kortyzolu z rana jest dość 'uniwersalny' wśród ludzi którzy nie zaburzają rytmu dobowego (circadian rhythm). Istnieje nawet coś takiego jak 'weekendowy' jetlag kiedy to 'wysypiamy się porządnie' (chodzimy spać później, wstajemy później) i tym samym rozregulowujemy ten rytm. Wydaje nam się, że chodzimy spać regularnie (pon-pt) a przez takie weekendy zamiast odchyłów po ~30min-1h mamy odchyły po kilka dobrych godzin tygodniowo. Nie twierdzę, że wszyscy jesteśmy identyczni - ale wszystkimi nami rządzi Circadian Rhythm - który to wynika bezpośrednio z dostępności światła słonecznego w środowisku w jakim żyjemy (noc/dzień).
2. Bywają czasem takie dni, że do dziadunia tęskno mi. Telefon więc z papieru robię i do dziadunia mego dzwonię. - dziadku mój, dziadku mój, dziadku mój, kocham cię! dziadku mój, dziadku mój, kocham cię! - ja to wiem! 11. Taniec z chustami z elementami baletu do utworu Trish Trash Polka J. Straussa 12. Zabawy z dziadkami: 1
Fotolia Tak szczerze jeszcze nie było! Ta mama przerywa milczenie i mówi o tym, co rodzice czują, ale czego nie mówią! Kłamstwa, mity, niedomówienia. Rodzice dzielą się na tych, którzy patrzą na wychowywanie dzieci przez różowe okulary, a nawet jak tak nie jest, to wszystkim dokoła mówią jakie wspaniałe jest życie z dziećmi. Drudzy z kolei ciągle narzekają na swoje pociechy, na problemy wychowawcze, na zmęczenie, niewyspanie się, niezadowolenie. Najlepiej byłoby, gdyby wypośrodkować spostrzeżenia rodziców i zarówno zachować umiar w narzekaniu, jak i nie przechwalać za bardzo, nie dostrzegając żadnych problemów. To, co łączy wszystkich rodziców, a do czego nie zawsze się przyznają to jedna myśl. Posłuchajcie tej mamy, której zwierzenia znaleźliśmy na stronie scarymommy: „Mam dość udawania. Mówię dość milczeniu rodziców! Jestem zmęczona sekretami. Nikt nie chce tego powiedzieć głośno, ale każdy rodzic tak myśli – "Nie mam pojęcia co mam robić!", " Nie mam pojęcia czy robię dobrze"! Jestem wykształconą osobą, do macierzyństwa przygotowywałam się długo. Czytałam książki, oglądałam filmy, teoretycznie byłam przygotowana. Aż do pewnego dnia, kiedy godzinami zastanawiałam się co robić. Po przeczytaniu wielu artykułów, rozmowie z rodziną i koleżankami, debatach z mężem, mogłam zaufać tylko swojej intuicji. Ale – czy robię dobrze dla swojego dziecka? Tego nie wiedziałam. Tak jest przy każdej sprawie. Pierś czy butelka? Łóżeczko, czy kołyska? Szczepić, czy nie, a jak tak, to które szczepionki wybrać? Nagradzać, czy nie? Jakie kary stosować? Ile czasu mogą spędzać dzieci przed ekranem? Jakie buty, jakie zajęcia dodatkowe, czy pomagać w odrabianiu lekcji? Rodzice boją się do tego przyznać, stąd biorą się te wszystko wiedzące mamuśki, które swoją "wiedzą" na siłę próbują uszczęśliwić cały świat. Stąd, gdy zadajemy pytanie sypie się na nas fala hejtu, bo inni robią inaczej, więc lepiej, niż my. Nie bójmy się przyznać, że czegoś nie wiemy. Rodzice powinni się wspierać, być dla siebie oparciem, a nie oceniać siebie i udawać, że wiedzą wszystko najlepiej”. Czy czujecie podobnie, że rodzice nie są ze sobą szczerzy? Czy też czasem nie wiecie, co macie zrobić i jak poradzić sobie z problemem? Piszcie o tym! Czytaj także: Sprawdź, jak nauczyć dziecko odpowiedzialności źródło: scarymommy Fotolia Ty też za bardzo trzęsiesz się nad dzieckiem? Sprawdź rady eksperta Mamy problem z samodzielnością dzieci, bo za bardzo się nad nimi trzęsiemy. Najbardziej szkodzi nadmiar kontroli. Sprawia, że już przedszkolakom brakuje poczucia mocy oraz przekonania, że poradzą sobie w życiu - mówi psycholog, prof. Anna Brzezińska w rozmowie o tym, jak wychowywać, żeby nie popsuć dziecka. Rodzi się dziecko. Skąd rodzice mają wiedzieć, jak je wychowywać? – Złośliwie mogłabym powiedzieć, że w szkołach jest przedmiot „ Wychowanie do życia w rodzinie ”, który tworzono po to, żeby pomóc dzieciom, nastolatkom i młodym dorosłym w bardziej przemyślanym rozpoczynaniu dorosłego życia i przygotowaniu do roli rodzica . Myślę jednak, że w większości przypadków nie spełnił swojej roli. Zmieniły się też rodziny. Kiedyś były większe, ludzie mogli się od siebie uczyć. Gdy dziecko było chore albo dziwnie się zachowywało, zjawiała się kuzynka, sąsiadka, aby coś poradzić. Teraz nie ma tego naturalnego źródła pierwszej pomocy. Gdy dzieje się coś niepokojącego, rodzice zostają sami. Można powiedzieć, że jest internet, ale żeby z niego mądrze korzystać – wiem, że zabrzmi to paradoksalnie – trzeba mieć jakąś wiedzę i być krytycznym, bo nie można wszystkiego, co tam napisano, przenosić na własne dziecko. Jest dużo poradników i książek, ale również należy czytać je krytycznie. Z wiedzą rodziców nie jest jednak najlepiej. Widzimy, że są pełni niepokoju. Oceniamy ich „po owocach”, gdy posyłają swoje pociechy do przedszkola, a przedszkolanki narzekają, że dzieci są niesamodzielne . polecamy: Przygotuj z nami swoje dziecko do przedszkola W czym się ta dziecięca niesamodzielność przejawia? – Dziecko siada, wyciąga ręce i nogi, bo trzeba je ubrać, a nie próbuje tego robić samo. To jest bardzo powszechne zjawisko w przedszkolach. Trzeba uczyć dzieci mycia rąk , a przecież powinny to umieć z domu. Jest problem z jedzeniem, z samodzielnym zaspokajaniem potrzeb fizjologicznych. Myślę, że to efekt nadmiaru opieki , która ubezwłasnowalnia dziecko. Jasne, że my, dorośli, sami lepiej i szybciej umyjemy i uczeszemy malucha. Nie myślimy jednak, że odejmujemy mu w ten sposób poczucie, że zrobił coś sam... Panthermedia Jak kochają dziadkowie – trzy historie O tym, że babcie i dziadkowie darzą wnuczęta szczególnym uczuciem, nie musimy przekonywać. Nie musimy też potwierdzać, że wzajemnie się potrzebują. Spróbowaliśmy więc się przyjrzeć, z jakich radości lub trosk składa się ta relacja. Halina nazywa siebie babcią z doskoku, przyjezdną. Pracuje w Warszawie, a tylko weekendy spędza w domu w Krakowie. Tam może spotkać się z wnuczką. Krótki pobyt w domu, wiele spraw do załatwienia. Wspólne chwile nie zawsze są możliwe, więc babcia Halina głównie tęskni. Za Zuzią i półrocznym Oskarem, dzieckiem drugiego syna, który mieszka jeszcze dalej – w Londynie. W innej sytuacji jest dziadek Marek. Często odbiera wnuczkę z przedszkola i zajmuje się jej siostrami, gdy rodzice pracują. Ma czas, bo od niedawna jest na emeryturze. Ale wcześniej też udawało mu się pomagać w opiece nad wnukami. Kiedy chłopcy byli mali, nasza trzecia bohaterka, babcia Wanda, mieszkała razem z nimi. Jeszcze wtedy pracowała, więc starała się przede wszystkim odciążać córkę w bieżących sprawach – zakupach, gotowaniu. Po przeprowadzce dzieci do nowego mieszkania, podobnie jak dziadek Marek, spędza z wnukami czas do powrotu rodziców z pracy. Blisko, ale nie zbyt... blisko – Nie chciałabym mieszkać z wnukami, choć takie rozwiązanie może mieć pozytywny wpływ na dzieci – uważa babcia Halina. – To uczy wnuki, że jest coś takiego jak rodzina, uczy szacunku dla starszych ludzi. A dziadkom może przynieść spełnienie, bo zwykle gdy przechodzą na emeryturę, czują się niepotrzebni – dodaje. Zalety bliskiego kontaktu podkreśla też Marek, dziadek pięciorga wnucząt, który sam mieszkał w jednym domu z rodzicami (oni na parterze, on z żoną i synami na piętrze). Jego starsze wnuki mieszkają na drugim końcu Warszawy, ale do trzech najmłodszych, którym poświęca teraz najwięcej czasu, ma zaledwie dziesięć minut szybkim marszem. Choć blisko znaczy wygodnie, lepiej jego zdaniem, gdy rodzice i dzieci nie prowadzą wspólnego gospodarstwa. – Musi być jakaś odrębność – mówi. Babcia Wanda też przyznaje: –... Fotolia Co robi mama, która "siedzi" z dzieckiem w domu? Gdy mój syn był mały i „siedziałam” z nim w domu, uwielbiałam chodzić do dentysty, bo tylko tam mogłam naprawdę usiąść. A jak wygląda „nicnierobienie” innych mam? Młoda mama to świetny cel dla tych, którzy zawsze wszystko wiedzą lepiej. Jeśli szybko wraca do pracy , unoszą brwi i z grozą w głosie pytają: „I co, zostawisz dziecko w żłooobkuuu?” (jakby chodziło o dworcową przechowalnię bagażu). Jeżeli decyduje się na zostanie w domu , dogadują, że nic nie robi, a przecież mogłaby przyrządzać trzydaniowe obiady albo chociaż skończyć korespondencyjny kurs języka chińskiego ;-). Co naprawdę robią mamy, które 24 godziny na dobę opiekują się maluchem ? O której udaje im się znaleźć chwilę dla siebie? Co najbardziej je stresuje, a co cieszy? Zapytałam o to Kingę, mamę 18-miesięcznej Hani, Wiktorię, mamę 9-miesięcznej Elizy oraz Ewę, mamę 14-miesięcznego Wojtka i 9-letniej Ali. „A czym ty jesteś zmęczona?” – O tak, czasem słyszę to pytanie, zupełnie jakbym całymi dniami wylegiwała się na kanapie – śmieje się Kinga. – Nic z tego: przy małym dziecku ciągle coś się dzieje, a to choroba, a to ząbkowanie, a to zły dzień… A nawet jeśli nie, to i tak nieustannie coś robię . Hania mało śpi i jest bardzo ruchliwa. Wszędzie jej pełno, wszędzie próbuje wejść , wszystkiego chce dotknąć. Non stop muszę mieć ją na oku. Nie ma mowy, żebym np. usiadła z książką. Poza tym wiadomo: pranie, sprzątanie, gotowanie itd. Wszystko robię sama, bo przecież „siedzę w domu”. Córeczka Wiktorii nieustanne wymaga uwagi . – Sama bawi się tylko chwilę. Jeśli się nią nie zajmuję, jęczy, krzyczy i płacze. Trudno jest, np. robić obiad przy wyjącym niemowlaku, dlatego prace domowe wykonuję nieregularnie. Za to staram się spędzać czas tak, żeby i mnie, i dziecku sprawiało to przyjemność – mówi. Z kolei Ewie najbardziej daje w kość brak snu. – Czasami śpię po 3-4 godziny na dobę, co jest dla mnie trudne, bo zawsze... Jak pobrać i aktywować bon turystyczny: instrukcja rejestracji na PUE ZUS (krok po kroku) Ukraińskie imiona: męskie i żeńskie + tłumaczenie imion ukraińskich Mądre i piękne cytaty na urodziny – 22 sentencje urodzinowe Ile wypada dać na chrzciny w 2022 roku? – kwoty dla rodziny, chrzestnych i gości Gdzie nad morze z dzieckiem? TOP 10 sprawdzonych miejsc dla rodzin z maluchami Ospa u dziecka a wychodzenie na dwór: jak długo będziecie w domu? Czy podczas ospy można wychodzić? 5 dni opieki na dziecko – wszystko, co trzeba wiedzieć o nowym urlopie PESEL po 2000 - zasady jego ustalania Najczęściej nadawane hiszpańskie imiona - ich znaczenie oraz polskie odpowiedniki Gdzie można wykorzystać bon turystyczny – lista podmiotów + zmiany przepisów Urlop ojcowski 2022: ile dni, ile płatny, wniosek, dokumenty Przedmioty w 4 klasie – czego będzie uczyć się dziecko? 300 plus 2022 – dla kogo, kiedy składać wniosek? Co na komary dla niemowląt: co wolno stosować, czego unikać? Urwany kleszcz: czy usuwać główkę kleszcza, gdy dojdzie do jej oderwania? Bon turystyczny – atrakcje dla dzieci, za które można płacić bonem 300 plus dla zerówki w 2022 roku – czy Dobry Start obejmuje sześciolatki? Jak wygląda rekrutacja do liceum 2022/2023? Jak dostać się do dobrego liceum?
Dzień Sąsiada. Chcesz z nami zorganizować? Zapraszamy :-) Fundacja Biuro Inicjatyw Społecznych 839 followers 5d
Jesteśmy z naszymi pociechami non stop. Dbamy o nie, rozwiązujemy ich problemy, wysłuchujemy krzyków i płaczu. Staramy być z nimi w każdej chwili ich życia, stajemy się oparciem, dajemy pocieszenie i czasem już jesteśmy mocno zmęczeni. Chcielibyśmy żeby ktoś nam zabrał dzieci żebyśmy mogli się wreszcie wyspać, porozmawiać, zjeść jak normalny człowiek obiad czy nawet nadrobić zaległą pracę. Ale żeby móc to wszystko robić trzeba mieć zaufanie do osoby z która się zostawi dzieci. Myślę ze jakieś 30, 40 lat tamu, nikt by nie miał wątpliwości, że ze szkodnikami domowymi zostaną dziadkowie. Oczywiście w każdej rodzinie sytuacja wyglądała różnie, ale będę generalizować. W tamtych czasach rodzice rodziców mieli większy wkład w wychowywanie dzieci, może dlatego że ludzie mieszkali w jednych domach/gospodarstwach? Wśród znajomych mogę na palcach jednej ręki policzyć dziadków, którzy zajmują się dziećmi codziennie lub w każdy weekend. A dziś ? No właśnie co mamy dziś? Dziś… po pierwsze nasi rodzice są dużo młodszymi dziadkami, aleeee to powoduje że są np. nadal czynni zawodowo, albo mają potrzebę samorealizacji, dochodzą do wniosku, że kiedyś „nic nie było” to oni teraz się wyszaleją i zaczynają na przykład podróżować. Są też tacy którzy są zmęczeni wychowywaniem własnych dzieci i kompletnie nie mają ochoty zajmować się wnukami. Niestety znam też takich którzy już są tak starzy, że im się w głowie miesza i zaczynają traktować dzieci jak dorosłych – ale w tej złej formie. Jak w filmie „Bad Santa”. Współcześni dziadkowie nijak nie przypominają klasycznego wzoru babci lub dziadka. Babcia nie lepi pierogów i nie robi na drutach, a dziadek nie siedzi w bujanym fotelu z fajką w zębach i nie czyta dzieciom bajek. Ale czy to wszystko jest złe? Czy mamy najgorszych rodziców pod słońcem? Ja uważam, że nie. Mamy takich dziadków jakie mamy czasy – nasze dzieci są też już z TYCH czasów. Ten organizm: „dziadkowie-wnuki” pasuje do siebie. Dziadków mamy młodszych, więc jak już znajdą czas to więcej mogą zrobić. Są na czasie- potrafią obsługiwać komputery, smartfony czy Playstation. Jeżdżą samochodami, chodzą do kina i fajnych restauracji. Pamiętają – jeszcze pamięć ich nie zawodzi, więc opowiadają rzeczy, które usłyszeli jeszcze od swoich dziadków – czyli już kawał historii. Mają siłę – są nadal aktywni fizycznie, jeżdżą na rowerach, biegają, jeżdżą na nartach czy chodzą na siłownię. Trzeźwo patrzą na świat – ich mózgi nadal funkcjonują normalnie, nasi rodzice wciąż czytają książki, rozwiązują krzyżówki, oglądają programy w TV z których czegoś mogą się dowiedzieć. Mają znajomych – spotykają się z ludźmi, imprezują, wyjeżdżają razem ze znajomymi, nawiązują nowe relacje. Dlatego nie ma sensu porównywać naszych dziadków i dziadków naszych dzieci. Są skrojeni idealnie dla siebie. Może mają trochę mniej czasu, ale gdy już są razem to wykorzystują to na maksa. Ich spotkania są wypełnione po brzegi, jedni i drudzy czekają na chwile kiedy będą razem. Bądźmy wdzięczni za te chwile, kiedy cieszą się sobą. Dziadkowie kochają mocniej? Kochają bardziej świadomie, mogą teraz dopełnić uczucia którymi darzyli swoje dzieci. Znają dobrze wartość życia i rodziny. Od wnuków nie oczekują tyle co od swoich dzieci. Akceptują je w całości i jedyne czym się przejmują to tym czy będzie wszystko dobrze z ich wnuczętami. Każdy z nas pamięta lub doświadcza jeszcze tej niesamowitej miłości od dziadków, to bardzo duże wsparcie dla małych czlowieków 😉 Pielęgnujmy te relacje 🙂
Zgodnie z prawem stanu Connecticut nastolatkowie mogą brać udział w żeńskich zawodach. Właśnie wygrali ważne zawody w bieganiu. Okazuje się, że nawet ich przyjaciele nie są do końca przekonani, czy taka forma współzawodnictwa jest fair: Wspieram ich i jestem bardzo szczęśliwa, że są szczerze ze sobą.
Obchodzone dziś i jutro Dzień Babci i Dzień Dziadka to dobry pretekst do refleksji o roli dziadków w życiu starszego pokolenia, a także w życiu ich dzieci i wnuków. I spojrzenia z łagodnością i wyrozumiałością na siebie nawzajem. Bycie babcią i dziadkiem to mnóstwo wspaniałych emocji, ale bywa też – jak to w życiu, jak to w relacjach – trudno. Szczególnie współcześnie, gdy tradycyjny wzorzec nieco przestaje przystawać do rzeczywistości, a mnożą się wyzwania i pytania. Wierzymy jednak, że refleksja i rozmowa mogą wiele ułatwić i ulżyć. Dlatego dzisiejszy materiał przedstawiamy z nadzieją, że dotrze do różnych pokoleń, uderzy w czułe struny i jednocześnie złagodzi konfliktowy często dialog. O nowych emocjach, naturalnych konfliktach, ukrytym żalu i granicach w triadzie dziadkowie-rodzice-wnuki rozmawiamy z psycholożką Justyną Dąbrowską z Laboratorium Psychoedukacji. Rozmowie towarzyszą zdjęcia z zasobów Narodowego Archiwum Cyfrowego autorstwa Grażyny Rutkowskiej. Zabierające w nostalgiczną podróż fotografie z lat 70. pokazują szarą codzienność, ale też paletę ciepłych rodzinnych uczuć. Kiedy myślę o relacjach dziadków i rodziców, jednym z pierwszych przychodzących do głowy tematów jest różnica zdań, konflikt. Wydaje się, że wiele nieporozumień wynika z pędzących jak nigdy wcześniej zmian. Zmian zaleceń, wiedzy medycznej, nowych teorii psychologicznych. Trudno się w tym odnaleźć rodzicom, jest to wyzwanie dla ekspertów, nie wspominając o starszym pokoleniu, które jest zupełnie „obok”. Czy mogłaby się Pani do tego odnieść? Rzeczywiście jesteśmy świadkami dużej zmiany kulturowej. Ta zmiana polega na tym, że bardzo wzrosła nasza wiedza o rozwoju małych dzieci i jest zupełnie inna niż lata temu. Co prawda teoria przywiązania powstała dawno, ale w Polsce dopiero od niedawna przebija się do tak zwanego mainstreamu. Wzrasta świadomość, coraz częściej uwzględnia się to, że małe dzieci mają szczególne potrzeby. Ta zmiana kulturowa mnie cieszy, bo wraz z nią wzrasta gotowość większego upodmiotowienia dziecka, widzenia w nim odrębnej osoby, z czym w naszym społeczeństwie mamy stale kłopot. W wielu środowiskach dzieci są traktowane przedmiotowo, jest przyzwolenie na przemoc wobec dzieci, stosuje się strategie „wychowawcze” podobne do tresury zwierząt. Kary, nagrody, łakocie jako zachęta, kary fizyczne jako hamulec – nadal często traktuje się dziecko jak kogoś, nad kim trzeba zapanować lub kogo trzeba odpowiednio zmanipulować, a nie kogoś, z kim budujemy relację. Ale idzie nowe… Ta zmiana, w której jesteśmy, oznacza, że zorientowaliśmy się, że dzieci są ludźmi, a ludzie mają swoje intencje, potrzeby, upodobania. I różnią się między sobą. Dla mojego pokolenia pierwsze zetknięcie się z takim myśleniem może być zaskoczeniem. Bo wprawdzie lubimy cytować Korczaka, ale mam wrażenie, że wciąż go nie uwewnętrzniliśmy. Mówię „my” o moim pokoleniu – ludzi urodzonych w latach 60. zeszłego stulecia, o współczesnych babciach i dziadkach. Kiedy rodzi im się wnuk, to może być pierwszy raz, gdy dowiadują się, jak ważny jest kontakt skóra do skóry, karmienie piersią, noszenie, przytulanie, słuchanie potrzeb małego człowieka. Jak ważny jest szacunek. Z tym wiąże się drugi wątek, bardziej nieświadomy – te nowe sposoby postępowania z dziećmi często są postrzegane przez starsze pokolenie jako wymierzone przeciwko nim. Kiedy matka młodej matki obserwuje, jak ta opiekuje się swoim niemowlakiem, to nader często odczytuje w tym komunikat: „zobacz, tak się prawidłowo nosi dziecko, ty robiłaś źle”. Dlaczego tak to odbierają? Z czego to wynika? Jest wiele powodów. Czasem to rzeczywiście może być forma wyrzutu: „a właśnie będę ją nosić, ty mnie w ogóle nie nosiłaś, pokażę ci, kto tu potrafi matkować”. Ale znacznie częściej ten odczyt jest raczej po stronie świeżej babci (dziadkowie wydają się być mniej uraźliwi). W moim pokoleniu jest dużo nieprzepracowanych mikrotraum związanych z okołoporodowymi i okołomacierzyńskimi tematami. Myślę, że kiedy kobieta z mojego pokolenia patrzy na młodą matkę, która karmi piersią i widać wyraźnie, że to karmienie obu stronom, matce i dziecku, sprawia przyjemność i jakoś się układa – a ja akurat jestem osobą, której to się nie udało, bo nie miałam wsparcia, wiedzy, bo kazano mi karmić 6 razy na dobę mlekiem w proszku – to gdzieś na poziomie nieświadomym może się obudzić rodzaj bolesnej zazdrości: „hmm, a ja tego nie miałam”. I teraz mogą się wydarzyć różne na to reakcje. Jedna kobieta pomyśli: „no, szkoda, że mi się nie udało, że nie było wtedy takich fajnych doradczyń laktacyjnych, takiej wiedzy, ale to niesprawiedliwe, że ja tego nie doświadczyłam, smutne to…”. I wtedy można powiedzieć córce: „wzrusza mnie, jak was razem widzę, cieszę się, że tobie się udało, trochę mi smutno, że my tego nie miałyśmy”. Nie jest to chyba jednak najczęstsza reakcja. Jeżeli to jest całkiem nieświadome, to tylko poczujemy ukłucie w środku. Zinterpretujemy jako niepokój i zanim pomyślimy: o co mi chodzi? czemu tak czuję?, to rzucamy: „a co on tak płacze, nie jest głodny? chyba tego mleka to masz za mało”. To są komunikaty, które kobiety w kółko słyszą od swoich matek i teściowych. To nie jest intencjonalne, to raczej odruch, żeby przerwać tę scenę. Bo te ukłucia w środku są trudne do zniesienia. Chciałabym w takiej sytuacji powiedzieć mojej rówieśniczce: „zobacz, tobie się nie udało, ale twoja córka potrafi, to też jest jakaś twoja zasługa”. Zauważam, że jest niestety taka tendencja, żeby przerywać sceny czułości, troski, tkliwości. Psuć je. Cała historia z wyganianiem karmiących kobiet ze sfery publicznej… Jakby trudno było patrzeć na coś dobrego, jakby to w patrzących poruszało jakieś bolesne struny. Jeżeli ja nie nosiłam, nie karmiłam, odkładałam, żeby dziecko się wypłakało, bo ktoś mi tak poradził, to może być mi smutno, mogę czuć się winna. I wtedy może się pojawić to: „ja nie nosiłam, to ty też nie noś. Bo jak ty nosisz, to to znaczy, że ja robiłam źle”. Mam wrażenie, że często też przy okazji zderzamy się bezpośrednio ze stanowiskiem typu: „przecież wy jedliście cukier od małego, na piersi byliście 3 miesiące, odkładałam do wypłakania i co, zdrowi jesteście!”. Zdaje się, że aktualna wiedza medyczna w tym zakresie, która jest bardzo wspierająca dla bliskości czy naturalnego karmienia, nie jest w ogóle argumentem dla krytykujących. Bo zahacza o coś bolesnego. Poza tym zajmowanie się dziećmi to akurat taka sfera, która podlega dość bezwzględnej ocenie społecznej. Jeżeli jako rodzice spotykamy się z czymś, co czytamy jako krytykę, to uruchamia się poczucie winy. Niejednej babci trudno jest powiedzieć sobie samej: „OK, robiłam najlepiej jak umiałam z tą wiedzą, która była dostępna, starałam się”. Niestety, obronnie łatwiej pójść w kierunku: „oczywiście, że słodkie jest dobre, o czym tu dyskutować, co to za nowomodne fanaberie”. Podobna dyskusja jest wokół klapsów. Dziś wiemy, co znaczy dla dziecka, gdy jest bite, kiedy boi się rodziców. Wiemy, jakie są długoterminowe konsekwencje wysokiego poziomu kortyzolu, hormonu stresu, dla rozwoju emocjonalnego dziecka. Co możemy zrobić z tą wiedzą? Albo przeprosić nasze dziś dorosłe dziecko i przyznać, że się nie umiało inaczej, ale teraz rozumiemy, że to było złe. Albo można pójść w stronę zaprzeczenia i racjonalizowania: „no i dobrze, że dostał raz czy drugi, nie ma co się pieścić”. To jest właśnie uprzedmiotowienie dziecka, niebranie pod uwagę tego, że jest odrębnym człowiekiem, któremu z definicji należy się nasz szacunek, który chce się czuć przy nas bezpieczny, a nie podporządkowany. Zastanawiam się, co my jako rodzice mamy w takich sytuacjach robić. Nie mówię o biciu dzieci, to nie podlega dla mnie dyskusji, ale o tematach, w których te granice powiedzmy są płynne. Np. słodycze, jedzenie ogółem, ekrany. Podsuwać źródła, starać się coś zmienić, zarządzać jakoś tym czasem dziadkowie-wnuki czy raczej unikać sytuacji, w których moglibyśmy się „zderzyć” i zweryfikować, czy mamy różne spojrzenia? Niestety, nie jest to takie proste, nie ma tu jednej właściwej strategii. To wszystko odbywa się w relacjach, w konkretnej rodzinie, w kontekście jej doświadczeń i więzi. Upraszczając, można powiedzieć, że jeżeli w rodzinie jest bliskość i klimat sprzyjający rozmowom, jeśli jest więcej dobrego niż trudnego, to oni sobie jakoś poradzą z tymi różnicami. Wtedy córka może powiedzieć matce: „Zaufaj mi. Widzę, że to, że my go nie karmimy, tylko on sam je łapkami, cię drażni, ale ja chcę po prostu, żeby sobie sam wybierał, co chce jeść i to nie jest przeciwko tobie”. Może wtedy ten dziadek czy babka nie poczują się krytykowani. Ale może być też inaczej, bo wszystko odbywa się w jakimś kontekście, w innej rodzinie, gdzie komunikacja jest od dawna zablokowana, wszyscy zamiast rozmawiać, lawirują i starają się omijać tematy sporne. Może będzie się unikać karmienia przy babci lub szukać sposobu „redukcji szkód”, np. u nas w domu panuje BLW, a babcia niech karmi łyżeczką – najwyżej mały potem doje w domu. Niektórzy rodzice wybierają konfrontacje typu: „nie zgadzam się, żebyście dawali mu cukierki”, w innej rodzinie będą o to prosić, a w jeszcze innej uznają, że jakoś przetrzymają te cukierki, skoro poza tym wnuk z dziadkiem wspaniale się dogadują. Myślę, że w przypadku „zasad”, o których respektowanie prosimy dziadków, warto mówić wprost o tym, dlaczego nam zależy, co stoi za tą zasadą. Np. „Nie puszczamy Meli bajek na telefonie, bo zauważyliśmy, że ona bardzo w to wsiąka, a potem jest rozdrażniona, zmęczona. Za mały ekran, za szybko się wszystko tam rusza. Męczy ją to. Ale bajka z rzutnika puszczana na ścianę jest OK”. Komunikat „Nie, bo nie” jest trudno przyjąć poważnie, brzmi jak zaproszenie do gry w „kto ma rację”. Można pokazywać swoją perspektywę i patrzeć, co się dzieje, jak to działa. To wszystko dzieje się w kontekście relacji, warto myśleć, co jest dla nas ważniejsze: „racja czy relacja”. Różnie z tym bywa. Wspomniała Pani wcześniej o traumach w pokoleniu dziadków. Myślę, że pokolenie rodziców też ma w sobie mnóstwo nieprzepracowanych wątków, co zauważamy często, dopiero sami zostając rodzicami, po wielu latach, i widzimy w tych traumach udział swoich rodziców. Dlatego też może być nam ciężko oddać odpowiedzialność dziadkom, bo po prostu martwimy się o swoje dzieci i nie chcemy, żeby przechodziły przez to samo, chcemy je uchronić. Może to dotyczyć kwestii bardziej powierzchownych, ale też tych na głębszym poziomie, jak np. kary. Czy my jako rodzice powinniśmy zarządzać jakoś tymi relacjami czy oddać pole dziadkom? Zacznę od powiedzenia czegoś bardziej ogólnego: my nie mamy kontroli nad innymi ludźmi. Możemy w miarę – jak się nam uda – starać się kontrolować siebie, choć i to nie zawsze się udaje, czasem wychodzimy z siebie. Nie mamy natomiast wpływu na wybory i decyzje innych. Ponieważ nie mamy kontroli nad tym, co robią dziadkowie, usiłujemy wymuszać na nich zachowania, które nam odpowiadają – uciekamy się do manipulacji, przekonywania, biernej agresji i coraz bardziej się wikłamy. To, co może pomóc, to zobaczenie, że nasze dzieci nie są nami, a nasi rodzice trochę się zmienili. Czasem – wcale nie tak rzadko – na lepsze. Jeśli, kiedy zostajemy rodzicami i widzimy naszych rodziców „w akcji” i coś nam się przypomina z naszego dzieciństwa – powiedzmy to wprost: „Jak tak fukasz na Gucia, to mi się przypomina, jak fukałeś na mnie. Bałam się tego, tato, postaraj się być cieplejszy teraz”. Czasem robi się tak nieprzyjemnie, że włos nam się jeży na głowie. Możemy to przerwać, powiedzieć: „Nie zgadzam się, żebyś straszyła Hanię. Ona wierzy we wszystko, co mówisz, bo ma zaufanie do dorosłych”. Myślę, że jednak rzadko coś się aż tak bardzo powtarza, trochę czasu minęło i dzisiejsi dziadkowie w międzyczasie odbyli jakąś swoją drogę i już są nieco innymi ludźmi, niż kiedy byli rodzicami. Zwykle zależy im na relacji z wnukami i są gotowi zainwestować wysiłek w tę miłość. A co do tego, że dziadkowie są inni niż rodzice i mają inne spojrzenie, obyczaje – w tym nie widzę zagrożeń. Dziecko żyje w świecie, który jest różnorodny, ludzie są różni, mają różne wartości, przekonania, obyczaje, temperamenty. Nie mamy możliwości stworzenia dzieciom świata, gdzie wszyscy będą tacy jak my, prawda? Rodzice są dla dziecka najważniejszymi ludźmi i to oni tworzą rusztowanie, na którym się opiera sposób funkcjonowania malca. A dziadkowie, nawet jeśli są bardzo obecni i ważni, mają jednak mniejsze znaczenie. Wkładają coś do świata dziecka, ale o nim nie decydują. Rozumiem ten dylemat, o który Pani pyta: czy mam zostawić dziecko z mamą, a ona będzie mu codziennie kupować lizaki, czy mam wyłożyć oszczędności i zatrudnić opiekunkę. Nie znajdziemy jednoznacznej odpowiedzi. Czasem nie ma wyjścia i opiekunka jest koniecznością, a czasami da się wypracować jakiś model pokojowej współpracy. Jeśli dziadkowie są otwarci. Sama mam dwójkę wnuków i musiałam się dużo nauczyć przy tej okazji i poćwiczyć pokorę i nieurażanie się. Moja córka jasno mówiła: „słuchaj, mamo, to, co teraz mówisz, kompletnie mi nie pomaga”. Nie jest przyjemnie usłyszeć coś takiego, w pierwszej chwili może się pojawić ukłucie przykrości. Ale tak naprawdę to się cieszę, że córka to powiedziała. Zatrzymała mnie w czymś, pokazała swoją granicę, a ja mogłam się nauczyć czegoś nowego. Pokazała mi też, że się mnie nie boi, że może mi powiedzieć coś przykrego, a to nie zniszczy naszej więzi. To dla mnie bardzo ważne. To jest zbliżające, a nie oddalające. Pojawienie się wnuków zmienia też dynamikę układu z własnym dzieckiem – oficjalnie zostaje ono dorosłe, to chyba najbardziej znaczący próg obok wyprowadzki. Jak budować na nowo relacje, na co szczególnie być uważnym? Tak, jest to duża zmiana w układzie i bywa to okazja na tak zwane „nowe otwarcie”. Matka ma dobrą okazję – jeśli do tej pory tego nie zrobiła – docenić swoją córkę, bo widzi jej kompetencje, troskę, czułość, cierpliwość. Może to w niej podziwiać. Młoda matka może znaleźć w sobie więcej zrozumienia dla rodziców, ich postaw, motywacji, lęków. Może też zobaczyć nową twarz swoich starych rodziców, poznać ich od innej strony: ojciec zawsze był zanurzony w pracy, a teraz pokazuje cieplejszą albo bardziej zaangażowaną stronę. Matka była wymagająca, rozliczała z osiągnięć, a teraz wyluzowała, ma więcej poczucia humoru na własny temat. Można zbliżyć się na nowo, mogą stworzyć się nowe połączenia. Ale oprócz blasków są także i cienie – jak człowiek zostaje rodzicem, to staje się bardziej dojrzały, ale jednocześnie trochę symbolicznie „popycha” swoich rodziców w stronę śmierci. Pojawia się nowe pokolenie i starsi, siłą rzeczy, przesuwają się w stronę horyzontu. Uświadamiamy sobie ten życia krąg. Tak, a to może rodzić wiele trudnych emocji. Są osoby, które bronią się przed nazywaniem ich babcią i dziadkiem, za tym być może stoi ten lęk przed przemijaniem. W dzieciach, które stały się rodzicami, też może pojawić się w związku z tym niepokój. Dociera do nich, że ich rodzice kiedyś odejdą, że robi się miejsce nowemu pokoleniu. Co dziadkowie mogą zaoferować wnukowi, czego nie mogą dać rodzice? Więcej swobody. Dziadkowie nie są tak odpowiedzialni za dziecko. My naprawdę zbieramy samą śmietankę (śmiech). Możemy po prostu kochać te dzieci i cieszyć się ich rozwojem, ciekawością świata, zmianami, czułością. Nie wisi nad nami poczucie odpowiedzialności, które rodzicom bardzo ciąży. My już nasze dzieci odchowaliśmy, wiemy, w czym narozrabialiśmy, nie musimy się już tego bać. W relacji z wnukami zwykle jest mniej lęków, mniej niepokoju. To także kwestia perspektywy. Z tym wiąże się dla mnie pewien frazes, że „dziadkowie są od rozpieszczania”. Czy to jest dobre dla wszystkich zainteresowanych stron podejście? To zależy, co rozumiemy przez rozpieszczanie. Dla mnie to co innego niż „rozpuszczanie”. Dorosły rozpuszcza, gdy nie mówi o swoich granicach, wtedy wszystko rzeczywiście staje się płynne, „rozpuszczone”, a w rozpieszczaniu nie widzę nic złego – pieszczota jest wyrazem miłości, czułości, tkliwości, uwagi. Dziadkowie mają tego więcej, bo mają czas. Nawet jeśli są nadal aktywni zawodowo, to już nie jest etap gorączkowego budowania kariery. Jest więcej przestrzeni na rozpieszczanie, które wymaga głównie czasu – to np. sytuacja, gdy wnuczek przychodzi, siada mi na kolanach i godzinę czytamy książkę. Nigdzie się nie śpieszymy, możemy sobie o tej książce rozmawiać. Albo idziemy na spacer, przystajemy, podziwiamy to, co mijamy po drodze, wpadamy do cukierni, pijemy kakao, idziemy dalej. Albo jeździmy pociągiem ze stacji Powiśle do stacji Stadion i z powrotem. Tak rozumiem rozpieszczanie. Jako niespieszne bycie razem, wychodzenie naprzeciw potrzebie więzi. Rodzice nie mają takiej możliwości, bo opiekowanie się małym dzieckiem na ogół przypada na ten okres w życiu, kiedy budujemy pozycję zawodową, tworzymy dach nad głową. Dużo spraw, stres, pośpiech. Chciałabym jeszcze wrócić do tematu granic. Jak nie dać się wmanewrować wbrew woli w rolę niańki, zwykle darmowej i full-time? Coraz powszechniejszy jest model „drugiej młodości”, dziadkowie mają swoje życie, pasje, relacje, w których nie ma miejsca na rolę opiekunki na zawołanie. Tu jest wiele różnych warstw do omówienia. Przede wszystkim myślę o tym, że w naszym kraju lekceważy się potrzeby rodziców małych dzieci. Matki mają wprawdzie roczny urlop, co bardzo doceniam, ale potem jest wielka dziura. Jest jakaś symboliczna liczba miejsc w żłobkach, dla wielu niedostępnych. Opiekun dzienny, który mógłby być tu idealnym rozwiązaniem, właściwie nie istnieje. Jednocześnie rodzice muszą przecież płacić rachunki, kredyty. Babcie i dziadkowie są w tej sytuacji trochę bez wyjścia – jeśli nie mieszkają daleko, co dziś jednak jest bardzo częste, starają się pomagać. Tak zwana sytuacja ogólna stawia babcie i dziadków w konflikcie, którego nie chcą. Jak dziadkowie mogą stawiać granice? Granic nie trzeba „stawiać”. One są już postawione i każdy z nas ma je przy sobie. Jedni bliżej, inni dalej. Kłopot w tym, że najpierw trzeba je sobie uświadomić, a potem umieć zakomunikować: „Wiesz, dla mnie 6 godzin z Józiem jednego dnia to za dużo, zbyt męczące i na koniec mam ochotę już włączyć mu bajkę, pomyślmy, jak to inaczej rozwiązać”. Mówienie o granicach to jest kłopot, pewnie dlatego, że – wracając do początku naszej rozmowy i tego, jak przedmiotowo traktowano niegdyś dzieci – granice dzisiejszych rodziców notorycznie były kiedyś przekraczane: zmuszanie do karmienia, przedwczesne wysadzanie na nocnik, zmuszanie do leżakowania etc. Moje pokolenie, które również często było wychowywane w sposób dość przemocowy, także ma kłopot z czuciem własnych granic, zobaczeniem, czego chcę, co jest dla mnie w porządku. W tym wszystkim nie pomaga ciągle żywa „matkopolkowa” narracja, która mówi, że choćbyś się czołgała ze zmęczenia, to musisz! Matki Polki stały się Babciami Polkami i też czują rodzaj obligacji, że trzeba się poświęcać. Temat granic to duży temat, wart omawiania w rodzinie. Niełatwy z uwagi na zaszłości, ale też na to, że rodzina z małym dzieckiem nie na wiele może liczyć w Polsce. Z drugiej strony, to słaby pomysł, by maluchami zajmowała się zmęczona, rozżalona kobieta, która najpierw zajmowała się własnymi dziećmi, a potem swoimi rodzicami. Mam nadzieję, że w młodszym pokoleniu już tak nie będzie, że kobiety będą miały więcej wsparcia, że sobie je wywalczą. Zawsze dla kogoś. Dokładnie. To poświęcanie się jest niestety wciąż społecznie nagradzane, a jak chcesz coś zrobić dla siebie, np. zapisać się na kurs tańca dla seniorów – to fanaberia! Ciągle kręcimy się wokół tematu babci, wynika to w linii prostej z tego, w jakim świecie żyjemy, ale ten świat właśnie się też zmienia. Może to jest ten moment, ten pretekst, żeby dziadek mógł się przebić i być na orbicie. Obecni dziadkowie byli jako ojcowie mniej zaangażowani w opiekę nad dziećmi i może czasem nie potrafią wejść w relacje z wnukiem. Ale też jest tak, i mamy tego jasny obraz w badaniach, że wielu mężczyzn w wieku 65+ jest w o wiele gorszej kondycji fizycznej niż ich partnerki i to również może być bariera. Mężczyźni 65+ w Polsce częściej cierpią na nadciśnienie, otyłość, piją za dużo alkoholu, mogą się nie wyrywać do opieki nad maluchami. I ten wspomniany brak doświadczenia. Mam osobisty przykład mojego taty, który nie wiedział za bardzo, z której strony podejść do niemowlaka, co ma z nim robić, jak się zająć. Gdy tylko syn podrósł i można było z nim biegać po parku – chętnie podjął się opieki i zaczął z nim spędzać naprawdę dużo czasu. Właśnie, ci dziadkowie nie mają własnego doświadczenia i nie mogą do niego sięgnąć. My również. Wyobraża sobie Pani mężczyznę po sześćdziesiątce z maluchem w chuście? Może nawet by chciał, ale może być w nim też rodzaj skrępowania, że co ludzie powiedzą, że co on, zbabiał? To jest tak odległe od wzorca, w którym był wychowany, że rzeczywiście może się w tym czuć zagubiony. Chcę zaznaczyć, że nie oczekuję od rodziców, żeby to oni organizowali tę relację. Nie, to dziadek jest odpowiedzialny za swoje relacje z wnukami. Jeżeli będzie chciał, będzie zaciekawiony, może podejrzeć, jak rodzice malucha się z nim bawią, jak go pielęgnują i spędzają czas. Jeśli będzie chciał się zaangażować, to warto mu szeroko otworzyć drzwi. Wielu z nas żyje w rodzinach nuklearnych. Zmieniamy miejsca zamieszkania, mamy sporadyczny kontakt z dziadkami, nie jesteśmy za specjalnie blisko. Czasem widzimy potrzebę tej relacji bardziej, gdy jej właściwie nie ma. Dlaczego taka relacja międzypokoleniowa jest istotna? Co czerpią z niej zainteresowane strony? Kontakt między generacjami może wnosić dużo rzeczy przyjemnych, ale i dużo trudnych. Mieszkamy w szczególnym miejscu, niezbyt szczęśliwym, nasi przodkowie napatrzyli się na okropne rzeczy. Dzisiejsi osiemdziesięciolatkowie, pokolenie pradziadków, pamiętają jeszcze wojnę – to nie wydarzyło się tak dawno, i dlatego wciąż siedzi w kościach i płynie w żyłach. Niech Pani zobaczy, że my wciąż – siedemdziesiąt lat po wojnie – boimy się głodu! Jak niemowlę nie chce jeść, to natychmiast rośnie lęk w babce, w matce. Jak się zastanowimy, to tak naprawdę nie wiemy, czemu nam zależy, żeby dziecko zjadło tę „jeszcze jedną łyżeczkę”. Brytyjskie matki właściwie nie używają słowa „niejadek”. To jest gdzieś zaszyte w naszych rodzinach i krąży. Podobnie temat separacji, nagłej rozłąki. Za dużo tego było kiedyś i teraz nie mamy tu luzu. Warto to wyciągnąć na światło dzienne i opowiedzieć na nowo, żeby nie widzieć w tym dziecku, które odwraca się od kaszki, zagłodzonego małego człowieka. Przekaz transgeneracyjny ma też swoje zalety. Gdy mamy kontakt ze swoją rodziną, mamy poczucie ciągłości, osadzenia w życiu. Wiemy skąd przyszliśmy, kto był przed nami. To daje poczucie oparcia. To zaspokaja potrzebę przynależności, opisania siebie i swojej historii. W tym sensie jest to wartościowe i warte poznania, ale ze świadomością, że jak zaczniemy szukać, możemy w szafach odkryć różne niespodzianki. Jak być wystarczająco dobrym dziadkiem i babcią? Odpowiem przekornie. Myślę, że podstawowym zadaniem, jakie mamy jako dziadkowie, jest nadal to samo – kochać nasze dzieci. I nie zdradzić ich z naszymi wnukami. Nasze córki, nasi synowie – mimo że zostali rodzicami – wciąż nas potrzebują. Zwłaszcza, gdy ich dzieci są malutkie. Miłość do wnuków, jak już mówiłam, jest czymś wspaniałym, można mieć samą przyjemność i to jest takie wciągające. A tak naprawdę to, czego nasze wnuki potrzebują najbardziej na świecie, to w miarę odprężeni rodzice. * Justyna Dąbrowska – psycholożka związana z Laboratorium Psychoedukacji, certyfikowana psychoterapeutka Europejskiego Stowarzyszenia Psychoterapii. Pracuje głównie z kobietami w okresie okołoporodowym, prowadzi również terapię relacji rodzic-niemowlę. Pisze, redaguje i publikuje. Jako autorka wydała między innymi „Matkę młodej matki”, „Nie ma się czego bać. Rozmowy z Mistrzami” oraz „Miłość jest warta starania”. Laboratorium Psychoedukacji to pierwszy w Polsce niepubliczny ośrodek psychoterapeutyczny działający od 1978 roku. Zespół LPS świadczy wszechstronne usługi psychoterapeutyczne w nurcie psychodynamicznym. Oprócz psychoterapii i szkoleń od ponad 40 lat organizuje również Grupy Otwarcia® – pięciodniowe wyjazdy prowadzone według autorskiej formuły wypracowanej przez specjalistów z ośrodka. * Dziadek, Babcia – co dla was znaczą te słowa? Jak wyglądają wasze relacje ze starszym pokoleniem? Czy zmieniły się po pojawieniu się dzieci? Podzielcie się z nami swoimi refleksjami w komentarzach.